Facebook Stories, jak Snapchat — czy to nie przegięcie?

Zuckerberg przeszedł dziś sam siebie. Facebook Stories to istna kopia Snapchata, która cierpi na ewidentny brak ładu. Nowy element niebieskiego serwisu społecznościowego jest zwyczajnie chaotyczny, ale najgorsze jest to, że wszyscy będziemy z tego korzystać.

Facebook Stories

Jeszcze kilka lat temu, Facebook nie miał właściwie żadnego realnego konkurenta, a co za tym idzie, mógł serwować swoim użytkownikom wszystko co tylko przyszło włodarzom na myśl. Niestety, nastąpiła stagnacja, zaś FB przestał się rozwijać. Tutaj weszła konkurencja w postaci innowacyjnych mediów społecznościowych, których działanie w większym lub mniejszym stopniu odbiegało od tej oferowanej przez Facebook. Co istotne — nowe kanały zyskały aprobatę użytkowników, którzy coraz chętniej wykorzystywali możliwości. Zuckerberg musiał działać…

Facebook Stories to wisienka na skopiowanym torcie

Facebook zaczął sukcesywnie implementować w swoim serwisie rozwiązania konkurencji. W wielu przypadkach efekty końcowe zachwycały i zachęcały do wzięcia udziału w zabawie. Userom nie przeszkadzało nawet to, że FB nie grał czysto. Problem pojawił się, kiedy „wzorowanie się” na konkurencji zaczęło przybierać na sile, zaś udostępniany produkt końcowy nie do końca spełniał swoje założenia.

Naklejki, relacje, reakcje, a nawet wideo na żywo — wszystko trafiło do aplikacji klienckiej Facebook oraz Messenger. Niemniej jednak Zuckerberg „czaił się” obawiając się posądzenia o czyste kopiowanie sprawdzonych rozwiązań. Z tego też powodu omijał szerokim łukiem pewne produkty, czerpiąc z ich idei tylko potrzebne minimum. Na nagły zwrot akcji nie musieliśmy czekać zbyt długo — włodarze niebieskiego serwisu społecznościowego nie mogli odżałować sukcesu Snapchata i faktu zbyt dużego nim zainteresowania. Postanowiono działać, w efekcie czego dziś Facebook przypomina w działaniu i wyglądzie interfejsu wspomnianą wcześniej aplikacje.

Facebook Stories — jak to działa?

Po otwarciu aplikacji Facebooka (iOS oraz Android) na samej górze News Feedu zauważymy nowy element — to stories, z poziomu którego zapoznamy się z „historiami” naszych znajomych, które znikną po 24 godzinach od umieszczenia w sieci. Naturalnie nic nie stoi na przeszkodzie, ku temu, abyśmy i my podzielili się zdjęciem tudzież filmikiem. Materiały idealnie wpisują się w obecny trend na filtry oraz nakładki wykorzystujące inteligentne rozpoznawanie twarzy.

Today, we’re excited to introduce the new Facebook camera. We think it’ll give everyone more ways to express themselves and share what they’re up to. So from now on, you can just let your camera do the talking.

Opublikowany przez Facebook na 27 marca 2017

Chcąc dodać swój materiał wystarczy przesunąć panel aplikacji w prawo. W ten sposób dostaniemy się do „aparatu”, z poziomu którego dodamy interesujące nas filtry.

Facebook pomyślał też o wstydliwych

Znam wiele osób, które chętnie skorzystałyby z funkcji nowego rozwiązania, ale obawiają się tego, że zrobią z siebie „głupków”. Cóż, w pewnym wieku takie obawy zaczynają pojawiać się częściej, co wcale nie musi oznaczać rezygnacji z zabawy. Dla wstydliwych użytkowników FB Zuckerberg przygotował rozwiązanie w postaci wiadomości prywatnych. Działanie jest identyczne, jak w przypadku ogólnodostępnego stories z tą różnicą, że treść trafia wyłącznie do jednego odbiorcy. Jak dla mnie bomba.

Jako, że opcja pojawiła się u mnie dopiero dzisiaj rano, nie miałem okazji do dłuższego się nią zapoznania. Aby sprawdzić, czy zabawa przypadnie mi do gustu potrzebuje kilku dni i reakcji ze strony znajomych. Myślę jednak, że rozwiązanie odniesie sukces, a to ze względu na różnorodność użytkowników, którą Snapchat niestety nie może się pochwalić.

Źródło: Newsroom Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

1406 More posts in artykuły category
Recommended for you
Moto G6
Motorola Moto G6 w trzech odsłonach zaprezentowana

Choć prywatnie trzymam stronę obozu iOS, w świecie Androida Motorola zdaje się nie mieć sobie równych. Przynajmniej...