Koncept – realna wizja przyszłości czy majaczenie grafika

Widzieliście koncept designu nadchodzącego iPhone’a? Ja tak, nawet kilka. Skłoniło mnie to do pewnych przemyśleń, przeplatanych obserwacją zachowań osób tworzących te nieoficjalne, często nader futurystyczne wizje sprzętu mającego pojawić się na rynku w bliżej nieokreślonym terminie…

Koncept

Zanim urządzenie mobilne trafi do sprzedaży, producent prezentuje je światu na świetnie zorganizowanym evencie opływającym w luksusy, smaczne jedzenie, zgrabne hostessy i oryginalną muzykę. Wszystko okraszone sowitą dawką napojów wyskokowych. Zazwyczaj. Niekiedy firma, szczególnie jeśli należy do segmentu mniejszych graczy, wprowadza produkt po cichu lub z minimalnym szumem medialnym. Niezależnie od tego, jaką formę przyjmie „prezentacja”, istnieje kilka punktów, które zaliczają smartfony przeznaczone do późniejszej sprzedaży. Nie mam tu na myśli bynajmniej certyfikacji oraz testów. Moją uwagę przykuwa proces tworzenia konceptu, za który biorą się najczęściej osoby nie do końca związane z danym producentem. Przy czym „najczęściej” to słowo klucz.

Koncept, czyli podsyćmy ciekawość

Czym jest k…? To nic innego jak grafika, render lub film (co za różnica) prezentująca wizualną stronę produktu, który jeszcze nie powstał. Koncepty tworzone są przez pracowników koncernów tudzież zewnętrznych projektantów, po to, aby następnie wybrać najlepszą pracę i zacząć dostosowywać ją do warunków, jakie musi spełniać sprzęt. Oczywiście istnieje jeszcze inna, nieoficjalna scena konceptowa. Ta interesuje mnie bardziej, zwłaszcza że dostęp do niej jest niczym nieograniczony.

Mowa o domorosłych grafikach, którzy na podstawie przecieków, domniemań lub oficjalnych sugestii producentów tworzą pracę przedstawiającą prawdopodobny wygląd sprzętu. Brzmi nieźle, prawda?

Niestety, wielokrotnie spotykam się ze zbyt daleko idącą fantazją grafika, który próbuje na siłę stworzyć nierealną wizję czegoś, co nie powstanie nigdy tudzież powstanie, ale za nie mniej niż dekadę. Fakt, z oglądania takowych materiałów można czerpać ogromną przyjemność, zasadniczo z filmów SF również, ale kiedy te drugie, kiedy są przerysowane, drażnią oko. Nie inaczej jest w temacie konceptów. Internauta napotykający się w sieci na pracę, która pokazuje, dajmy na to, nadchodzącego iPhone’a, czuje ogromną ciekawość. Naturalnie jegomość zdaje sobie sprawę z tego, że część renderu to daleko idący artyzm, jednak chęć zapoznania się z wizualizacją wydaje się kusząca. Jakie emocje towarzyszą oglądającemu po zapoznaniu się z materiałem?

Nie wypowiem się za innych, ale sam czuje się jak oszukany naiwniak. Oszukany, gdyż oczekiwałem, że poznam, choć częściową wizualną stronę nadchodzącego sprzętu. Mam na myśli R-E-A-L-N-Ą jej część. Nic z tego – obserwuje w większości radosną twórczość grafika. Dlaczego nazwałem się naiwniakiem? Cóż, odpowiedź jest oczywista – dałem nabrać się wizji konceptu po raz kolejny. Jak widać, nie uczę się na błędach, przynajmniej nie w tej kwestii.

Po co więc powstaje amatorski koncept?

Powstaje z tego samego powodu, co amatorskie porno – dla sławy. Mówiąc poważnie, powinniśmy traktować je jako pracę twórczą. Autorzy konceptów iPhone’ów, Samsungów, HTC i innych to artyści. Mniejsi lub więksi, ale jednak artyści, a co za tym idzie – nie powinniśmy traktować udostępnianych przez nich materiałów jako czegoś pewnego lub nawet do pewnego zbliżonego.

Powody powstawania konceptu są takie same jak powody powstawania szkiców zmyślonych postaci. Są owocem gloryfikowania pasji i zobrazowaniem marzeń autorów, niczym więcej. Właśnie tak należy je traktować. Oczywiście pod warunkiem, że nie chcecie czuć się jak oszukany naiwniak.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

445 More posts in felietony category
Recommended for you
Subskrypcja VOD
Subskrypcja VOD ma także wady, o których często zapominamy

Ostatnie kilka lat pokazuje, jak łatwo zachłysnąć się czymś nowym i pozornie wygodnym, by nagle...