Koniec MP3? Niezupełnie, ale czy kogoś to jeszcze obchodzi?

Od kilku dni w sieci królują nagłówki sugerujące, że koniec MP3 stał się faktem. Pora na wyjaśnienie tego błędnego twierdzenia i zastanowienie się, czy dziś rzeczony nośnik ma jeszcze jakikolwiek sens.

Koniec MP3

Gros portali branżowych informuje o uśmierceniu formatu MP3, co jest w zasadzie bzdurą. Siec rozpisuje się o tym, że Instytut i Stowarzyszenie Fraunhofer zaprzestały wsparcia tegoż formatu, ale czy tak jest faktycznie? Owszem, ale sprawa jest dość złożona…

Koniec MP3 — i tak, i nie

MP3 to elektorniczny nośnik stworzony przez wspomniany wyżej instytut. Przez długi czas chronił go szereg patentów, które sukcesywnie wygasają. W zasadzie to wygasły już jakiś czas temu, ale dopiero w ostatnim tygodniu portale branżowe postanowiły zrobić z tego wielką aferę. Cóż, clickbajtowy nagłówek potrafi przyciągnąć, ale czy mógłby przy okazji sugerować prawdziwe informacje? Byłoby miło. Wróćmy jednak do meritum.

Zakończenie wsparcia nie oznacza dosłownego końca MP3, a jedynie jego uwolnienie. Format stał się darmowy i Instytut nie będzie mógł czerpać zysków płynących z udostępniania go na licencji. Od teraz, każdy bez ponoszenia dodatkowych kosztów może wykorzystywać MP3 do swoich celów. MP-trójki nie znikną z rynku ani nie przestaną działać — wszystko w teorii zostaje po staremu i nie musicie obawiać się tego, że wasza kolekcja muzyki nagle przestanie dać się odtwarzać. Skoro jesteśmy przy kolekcjach…

MP3 to relikt przeszłości

Przyznaje się bez bicia — zdarzało mi się pobierać (dawno, dawno temu) muzykę w formacie MP3 z różnych serwisów, niekoniecznie “zaufanych”. Nie gromadziłem plików i nie tworzyłem kolekcji z tysiącami albumów. Przesłuchiwałem i usuwałem po tygodniu lub dwóch, kiedy odkryłem utwory lepiej wpisujące się w mój gust muzyczny. Po pewnym czasie odkryłem, że nie jest to do końca uczciwe wobec twórców, do czego przyczyniło się powstanie pierwszych sklepów, w których mogłem rzeczone MP-trójki kupować. Nie były drogie, ale nie były też tanie — ot normalna uczciwa zapłata za pracę artysty. Co ciekawe, nie skłoniło mnie to do “magazynowania” sporej liczby plików. Podobnie, jak wcześniej, zachowywałem na dysku tudzież odtwarzaczu tylko te, których faktycznie zamierzam słuchać. Wtedy stało się coś, czego nadejścia zwyczajnie się nie spodziewałem. Tym czymś był streaming muzyki w modelu subskrypcyjnym.

Spotify, Deezer i inni dobili MP3

Dostęp do bogatych w utwory repozytoriów koncernów muzycznych na miesiąc w kwocie 29,99 zł (następnie 19,99 zł)? To było jak sen. Nie zwykłem magazynować plików z muzyką, dlatego też uznałem możliwość legalnego “wypożyczenia” muzyki za coś genialnego i skrojonego na miarę moich potrzeb. Byłem pewniem, że nowa metoda dystrybucji muzyki stanie się hitem i okaże się przełomem. Dziś wiem, że miałem rację.

Znajomi jeszcze niedawno słuchając moich “rozpraw” na temat wyższości stremingu nad fizycznymi nośniami spoglądali na mnie z politowaniem. Teraz, w świecie Spotify, Deezera i Tidala, ich zdanie uległo gruntownej przemianie. Poklepują mnie po ramieniu, uznając “że miałem rację”. Co ma to wspólnego z obwieszczanym ostatnio zjawiskiem pod nazwą Koniec MP3? Wbrew pozorom — całkiem sporo. Wspomniane osoby z mojego kręgu znajomych magazynowały tysiące utworów we wspomnianym formacie, tworząc bogate kolekcje, którymi chwalili się na lewo i prawo. Dziś na ich dyskach nie znajduje się ani jedna piosenka, bo i po co — od tego mają przecież Spotify.

Podsumowując — dla mnie i jak mniemam, nie tylko dla mnie koniec MP3 nastąpił już dawno i prawdę mówiąc miało to niewiele wspólnego z zakończeniem wsparcia wspomnianego wyżej instytutu.

Źródło: Opracowanie własne

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

445 More posts in felietony category
Recommended for you
Subskrypcja VOD
Subskrypcja VOD ma także wady, o których często zapominamy

Ostatnie kilka lat pokazuje, jak łatwo zachłysnąć się czymś nowym i pozornie wygodnym, by nagle...