Piractwo w Europie skromniejsze niż przewidywano — KE „ukryła” wyniki badań?

Piractwo to problem, ale jak się okazuje, mniej poważny niż zakładała Komisja Europejska. Ta postanowiła przeprowadzić badania mające ocenić wpływ tegoż zjawiska na sprzedaż treści w przemyśle rozrywkowym. Wyniki były tak zaskakujące i nie w myśl KE, że postanowiono je ukryć. Dziś za sprawą pewnej europarlamentarzystki sprawa ujrzała światło dzienne.

Piractwo

Najchętniej zacząłbym od stwierdzenia, że sprawa jest poważna. Prawda jest jednak taka, że powaga nie ma tu racji bytu. Zachowanie KE, pod warunkiem, że faktycznie podyktowane było nie do końca jasnymi przesłankami, zakrawa na kpinę. Nie jest to pierwsza sytuacja, w której urzędnicy, starając się dostosować rzeczywistość pod swoje plany i nie jest to pierwsza sytuacja, w której rzeczonym jegomościom się to nie udaje. Do rzeczy.

Piractwo w Europie — badanie

Komisja Europejska postanowiła sprawdzić realny wpływ piractwa na zyski z segmentów rozrywki takich jak filmy, muzyka, książki oraz gry wideo. KE podejrzewała, że jest on znaczący, ale ku zaskoczeniu wszystkich zainteresowanych, wyniki badań zleconych w 2013 roku, przez lata nie ujrzały światła dziennego. Dlaczego tak się stało?

360 000 euro z puli publicznych środków finansowych — właśnie tyle Komisja Europejska zapłaciła za rzeczone badania, które miały udowodnić wpływ zjawiska, jakim jest piractwo na zarobki twórców z segmentu rozrywkowego. Wyniki, jak już wiemy, pokazały, że wpływ ten jest znikomy lub nie jest negatywny. Wyjątek stanowi branża filmowa, gdzie faktycznie osoby pobierające nielegalne kopie wideo, rezygnują z odwiedzania sal kinowych. Jeśli zaś chodzi o książki, muzykę oraz gry — sprawa wygląda dość ciekawie i zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, iż piractwo napędza sprzedaż gier wideo. Nieoficjalnie mówi się o tym, że lwia część piratów to osoby na co dzień kupujące legalne produkcje.

Pirat lepszy od obrońcy praw autorskich? Brzmi niewiarygodnie, ale w istocie osoby pobierające nielegalne treści znacznie częściej sięgają do portfela w celu nabycia legalnej produkcji, podczas gdy sieciowi obrońcy praw autorskich przeważnie wydają na “rozrywkę” nieporównywalnie mniejsze kwoty. Piractwo, a właściwie jego wpływ na rozrywkę jest więc mniejszy, niż przewidywała KE. Jakie są tego konsekwencje?

KE straciła argument

Komisja Europejska na pierwszy rzut oka niezwykle liberalna stara się kontrolować coraz większą liczbę branż, z tymi związanymi z internetem na czele. Jednym z efektywniejszych pomysłów na monitoring sieci jest współpraca z dostawcami usług. Aby jednak w rzeczoną współpracę wejść, konieczne jest stworzenie regulacji, które “zmusiłyby” do tego drugą stronę. Tworzenie regulacji musi być poparte badaniami, ale te jak widać, wyszły nie po myśli KE…

W tym momencie wszystko staje się jasne, co podkreśla Julia Reda (wspomniana wcześniej europarlamentarzystka), uważająca, że piractwo w internecie nie ma realnego wpływu na sprzedaż treści rozrywkowych.

Źródło: Engadget

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

3828 More posts in artykuły category
Recommended for you
cyberprzestępczość
Komputery kwantowe – nadzieja czy zagrożenie cyberbezpieczeństwa?

Wyścig do stworzenia pierwszego powszechnie stosowanego komputera kwantowego trwa - być może wkrótce poznamy producenta,...