Początek końca darmowego Spotify

Spotify to projekt jak każdy inny, a co za tym idzie — musi na siebie zarabiać. Problem w tym, że nie każdy chce za usługę płacić, zaś wersja free nie przynosi zysku, o jakim marzą włodarze muzycznej platformy streamingowej.

Spotify

Uwielbiam Spotify i choć nie opłacam wersji premium w każdym miesiącu, staram się możliwie jak najczęściej “dotować” serwis okazjonalnymi subskrypcjami (1/3 roku). Dlaczego ograniczam się do kilku miesięcy w roku? To proste — mój model pracy, jak i spędzania wolnego czasu powoduje, iż “pakiet” marnowałby się, co w mojej ocenie byłoby wyrzucaniem kasy w błoto. Nie mniej, uważam, że możliwości oferty płatnej dają naprawdę dużą swobodę w konsumpcji muzyki.

Co z wersją darmową?

Ta ogranicza użytkownika na kilku polach, ale istotne są tutaj głównie reklamy i na nich się teraz skupimy.

Spotify i reklamy

Nie chcesz płacić za treści pieniędzmi? Nie ma problemu — możesz uregulować należność inną metodą, a konkretnie swoim czasem. Tak, czas przeznaczony na zapoznanie się z reklamami przynosi realny zysk dla włodarzy usługi, przez co wy jako userzy nie musicie ponosić finansowych kosztów korzystania ze Spotify. Taki model wybrała firma, ale wygląda na to, że twórcy zaczynają mieć wątpliwości co do słuszności stosowania takiej, a nie innej formy udostępniania muzyki.

Okazuje się, że około 90 procent dochodu Spotify pochodzi z modelu subskrypcyjnego. Reklamy stanowią jedynie 10 procent kasy trafiającej do firmy. Nie wygląda to dobrze i może właśnie dlatego konkurencja nie oferuje opcji darmowego korzystania z usługi, a jedynie krótki okres testowy, po którym musimy zdecydować się na jeden z dwóch scenariuszy — rezygnacje bądź wniesienie opłaty. Zaczynam podejrzewać, że Spotify niebawem pójdzie śladami Apple Music i Google Play Music. Skąd moje przypuszczenia? Chodzi o testy nowej funkcji serwisu.

Spotify i sponsorowana muzyka

Po pierwsze — dla osób opłacających comiesięczną daninę, zmieni się niewiele lub nic. Sprawa dotyczy kont darmowych, na których firma zarabia najmniej. Dla mnie jest to więcej niż uczciwe, ale do rzeczy.

Chodzi o pojawienie się sponsorowanych utworów muzycznych, za które zapłacą same wytwórnie. Nie, nie zapłacą użytkownikom. Pieniądze popłyną bezpośrednio do Spotify. Co z rzeczonymi opłaconymi kawałkami? Te pojawią się na playlistach użytkowników z kontami free. Naturalnie mają one odpowiadać klimatowi danej listy, czyli nie powinny być dla usera uciążliwym przerywnikiem. Taka forma “reklamy” wydaje się w porządku, zwłaszcza że jest ona dopiero w fazie testowej i nie ma pewności co do tego, czy moduł zostanie wdrożony do serwisu na stałe. Osoby opłacające subskrypcje również zobaczą na swoich kontach sponsorowane utwory, z tą różnicą, że będzie można zrezygnować z ich wyświetlania, na co użytkownicy “bezpłatni” nie mogą sobie pozwolić.

Początek końca?

Dla mnie sprawa jest klarowna. Zyski z reklam to jedyne 10 procent przychodu Spotify. Oznacza to, że model finansowania zwyczajnie się nie sprawdza i firma musi szukać innego wyjścia. Nie jestem pewny, ale mam przeczucie, że jest to jedna z prób pokazania, że niebawem — dostęp do platformy będzie możliwy jedynie po uiszczeniu comiesięcznej opłaty.

Niebawem okaże się, czy moje obawy były bezpodstawne. Mam nadzieję, że tak się właśnie stanie, gdyż, mimo, że opłacam okazjonalnie Spotify, nie chciałbym czynić tego w trybie ciągłym, ponieważ jest mi to najzwyczajniej w świecie zbędne. Sądzę, że gros naszych czytelników ma podobne zdanie.

Źródło: The Verge, TechCrunch, Twitter

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

3828 More posts in artykuły category
Recommended for you
cyberprzestępczość
Komputery kwantowe – nadzieja czy zagrożenie cyberbezpieczeństwa?

Wyścig do stworzenia pierwszego powszechnie stosowanego komputera kwantowego trwa - być może wkrótce poznamy producenta,...