Test Huawei P20 — flagowy średniak

Czternaście dni. Dokładnie tyle spędziłem z tytułowym smartfonem będącym jednym ze sztandarowych modeli w ofercie chińskiego producenta. Czas ten będę wspominał ciepło, choć skłamałbym, pisząc, że smartfon to ideał. Znalazłem w nim kilka niedogodności, które na szczęście nie przyćmiewają jego zalet. Do rzeczy.

Huawei P20

Powiem szczerze, nie przepadam za nakładkami systemowymi na smartfony z Androidem. Czysty soft pozbawiony dodatków zapewnia mi największą przyjemność z użytkowania. Jednak w ostatnich latach producenci wykonali olbrzymi progres w kwestii optymalizacji oprogramowania oraz ficzerów weń wbudowanych. Dobrym przykładem jest tutaj EMUI 8.1, które napędza testowany przeze mnie smartfon Huawei P20. Czy interesująca nakładka to wszystko, co ma do zaoferowania smartfon? Bynajmniej.

Konstrukcja Huawei P20

Cukrowanie nie leży w mojej naturze, ale tym razem nie mogę się przed nim powstrzymać. Wizualna strona P20-tki sprawia, że trzymanie go w dłoni stanowi czystą przyjemność. Mam tu na myśli w głównej mierze plecki urządzenia oraz jego ramkę, jednak front nie ma się tutaj czego wstydzić. Na przedzie umiejscowiono spory, czytelny ekran, o którym później oraz czytnik linii papilarnych. U góry łatwo zauważyć aparat do selfie oraz głośnik rozmów z przyjemną dla oka maskownicą.

Ramki stanowiące trzon obudowy, przypominają mi nieco te zastosowane w iPhonie X, co jest w tym przypadku pochwałą, nie negowaniem. Przez okres testów nie udało mi się wspomnianego elementu porysować, co stawia go klasę wyżej o Apple’owego rozwiązania. Skupmy się na tyle, bo to właśnie na nim dzieje się “magia”. Huawei P20 trafił do mnie w wersji kolorystycznej “Pink Gold”, którą cechuje gradient barwowy. Mieniące się kolory wyglądają nieziemsko. Miły odbiór potęguje logo marki Leica, której to firmy aparat znajduję się w smartfonie. Skoro o aparacie mowa — wystaje on zbyt mocno ponad obudowę, co zwyczajnie mnie drażniło.

Huawei P20

Ekran

Wyświetlacz to jeden z najważniejszych elementów w smartfonie. To za jego pośrednictwem konsumujemy treści wszelakie i to on zapewnia nam łączność z interfejsem. Czy moduł zastosowany w Huawei P20 “daje radę”? To mało powiedziane.

Ekran zamontowany w P20 to IPS o nieco jaskrawych barwach. Nie jest to poziom AMOLED-a, ale skutecznie imituje jego cechy. Zarówno jasność, jak i kąty widzenia są w porządku, czyli dokładni takie, jakie powinny być w tej półce cenowej. Przekątna 5,8-cala przy rozdzielczości 2244 x 1080p pozwala na wygodną pracę zarówno z multimediami, jak i tekstem.

Notch — sprawa dyskusyjna. Według niektórych dodaje urządzeniu uroku, inny twierdzą, że je szpeci. Ja stoję dokładnie pośrodku, dlatego też cieszę się, że producent pozwala na “wyłączenie” kontrowersyjnego elementu.

Huawei P20

Aparat

Na pleckach Huawei P20 znajdziemy podwójną kamerę z dwoma matrycami. Pierwsza — kolorowa z rozdzielczością 12 Mpix i światłem f/1.8, druga — monochromatyczna o rozdzielczości 20 Mpix ze światłem f/1.6. Aplikacja, za pomocą której wykonujemy zdjęcia, wygląda schludnie, zaś odnalezienie interesującej nas opcji nie powinno sprawiać nikomu problemu. Faktem jest też, że interfejs wspomnianej apki przypomina ten stosowany w iPhone’ach. Dla mnie jest to akurat zaleta.

Zdjęcia możemy robić na kilka sposobów, ale wszystko sprowadza się do wyboru pomiędzy trybem (rozbudowanym) manualnym a ustawieniami predefiniowanymi, z wykrywaniem sceny na czele. O ile w przypadku ustawień ręcznych zdjęcia są świetne, o tyle mam pewne zastrzeżenia do trybu auto. Nie zrozumcie mnie źle — oprogramowanie sprawnie wykrywa scenerie i dobiera odpowiednie nastawy. Problem w tym, że efekt wygląda przyjemnie dla oka tylko na smartfonie. Po przeniesieniu zdjęć na ekran komputera wyglądają one gorzej. Może nie same zdjęcia, co zastosowana w nich cukierkowa kolorystyka. Pamiętajcie o tym, jeśli nie przepadacie za “przerysowanymi kolorami”.

Zadowoleni powinni być za to fani selfie, gdyż kamerka służąca do tak zwanych fotek z rąsi, to moduł o rozdzielczości 24 Mpix ze światłem f/2.0/

Czytnik linii papilarnych

Chińczycy zawsze świetnie radzili sobie w kwestii czytników linii papilarnych, ale w Huawei P20 przeszli samych siebie. To jeden z najlepszych skanerów biometrycznych, z jakimi miałem do czynienia. Moduł reaguje błyskawicznie i niestraszne mu zawilgocenia. Wielki pozytyw.

Jest jeszcze jedna sprawa dotycząca wspomnianego elementu. Otóż może on zastąpić ekranowe przyciski nawigacyjne. Nie każdemu spodoba się taki system poruszania po interfejsie, jednak mnie przypadł on do gustu.

Oprogramowanie

Huawei P20 pracuje pod kontrolą systemu Android 8.1 Oreo z autorską nakładką systemową EMUI 8.1. Nie znajdziemy tutaj zbyt wielu zmian w stosunku do poprzedniej generacji, jednak wszystko zdaje się wyglądać efektowniej. Interfejs może się podobać, choć fani czystego Androida mogą wytykać producentowi stosowanie zbyt wielu dodatków. Skoro przy nich jesteśmy, wymieńmy te najważniejsze.

W mojej opinii na wspomnienie zasługują takie ficzery jak możliwość wyłączenia “Notcha”, tryb obsługi jedną ręką, sejf, gesty, planowane wyłączenie urządzenia, możliwość zmiany rozdzielczości oraz filtr światła niebieskiego. Ważne jest to, że każda z wymienionych funkcji działała bez zarzutu.

Wydajność i bateria

Wydajność stoi tutaj na naprawdę wysokim poziomie. Smartfon dostał zadyszki tylko dwa razy, przy czym lagi trwały dosłownie sekundy. Wysoka liczba uruchomianych w tle aplikacji z pewnością się do tego przyczyniła. W codziennym zastosowaniu sprzęt radził sobie jednak wzorowo.

Wbudowany akumulator o pojemności 3 400 mAh z szybkim ładowaniem pozwala na standardowy pełny dzień pracy na jednym ładowaniu akumulatora. Brakuje mi tutaj niestety możliwości ładowania bezprzewodowego.

Podsumowanie

Czy mogę z czystym sercem polecić zakup Huawei P20? Tak, urządzenie pracuje płynnie, zaskakuje dodatkami programowymi oraz aktualną wersją Androida. To zalety, które nieco przyćmiewają cukierkowe barwy zdjeć oraz brak ładowania indukcyjnego.

Zalety:

  • Aktualny Android
  • Świetna nakładka EMUI
  • Wydajność
  • Wygląd konstrukcji

Wady:

  • Brak ładowania bezprzewodowego
  • Nieco cukierkowe zdjęcia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

484 More posts in Sprzęt category
Recommended for you
Optoma HD144X
Test domowego projektora Optoma HD144X

Kilka tygodni temu w moje ręce wpadł projektor Optoma HD144X, czyli następca całkiem udanego modelu...