Usługi Google – zapłacisz prywatnością

Jesteście pewni, że usługi, z których korzystacie na co dzień są w pełni darmowe? Mylicie się i co gorsza, ta pomyłka może kosztować was więcej niż dziesiątki, setki czy nawet tysiące złotych…

GoogleSec750x300

Na przykładzie swoim oraz obserwacji, jakie poczyniłem, doszedłem do przerażających wniosków. Ale te zostawmy na koniec wpisu, teraz wyjaśnijmy, o co chodzi z całą tą „darmowością”. Człowiek od wieków płacił za różnorodne produkty oraz usługi – nie istotne jest tutaj czy transakcja dotyczyła zakupu bułki, jachtu czy ogolenia brody. Wszystko miało swoją cenę – walutę, którą mógł być pieniądz, towar lub czas poświęcony na wykonanie jakichś zadań. Naturalnie istnieją również zależności barterowe, nie mniej jednak jest to również swego rodzaju zapłata. Owszem trafiają się osoby lub nawet firmy obdarowujące szczęśliwców darmowymi produktami, jednak sytuacje te należą do rzadkości i zazwyczaj dotyczą towaru lub usługi o niskiej wartości rynkowej. Czy uważacie, że dzisiejsze Google Maps, poczta Gmail, Tłumacz, notatnik Keep etc. możemy określić mianem „towaru o niskiej wartości?.

Szczerze w to wątpię i doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że za każde „dobro” należy zapłacić. Pozostaje jedynie kwestia ustalenia metody rozliczenia. Pieniądz, złoto, czas? Z pewnością są to stabilne środki płatnicze, jednak w czasach, w których żyjemy wartościowsza okazuje się informacja. Płacić informacją? Brzmi dziwnie, ale jest to coś absolutnie naturalnego, choć nie każdy chce się nią dzielić, a przynajmniej nie wprost. Okazuje się, że za korzystanie ze wspomnianych wcześniej usług Google płacimy właśnie w ten sposób, z tą tylko różnicą, że informacją są dane dotyczące naszego życia. Imię, nazwisko, posiadane urządzenia, konta bankowe, konta w serwisach społecznościowych, zdjęcia, filmy, momenty z życia, sposób spędzania wolnego czasu czy preferencje seksualne – Google skrupulatnie notuje wszystko i przetwarza to w sposób pozwalający na lepsze targetowanie reklam. Skuteczniejsza reklama oznacza większy pieniądz. Reasumując, informacja równa się pieniądz.

Jest to jak najbardziej uczciwe i sam zdaje sobie sprawę z tego, jak wygląda model zarobkowy giganta z Mountain View. Problem w tym, że nie wszyscy znają reguły gry, w której biorą udział. Czy Pani Halinka z warzywniaka, Pan dostawca Zenek oraz Mariolka z gimnazjum wiedzą, że odzierają się z prywatności na rzecz korzystania z produktów, które oferowane są jako pozornie „darmowe”? Oczywiście, że nie. Kto czyta regulaminy? Takie osoby mogę policzyć na palcach jednej ręki – oczywiście ograniczając się do kręgu mojej rodziny oraz znajomych. Oznacza to ni mniej, ni więcej, jak to, że w przypadku relacji Google – user, ten drugi może być nieświadomy ponoszonych przez siebie kosztów użytkowania produktów.

GoogleSaSSS

Niewiedza w tym przypadku może być wyjątkowo dotkliwa. Rzeczona Pani Halinka, dostawca Zenek oraz gimnazjalista Mariolka przekonani o tym, że nikt nie zna ich sekretów zapisywanych w pamiętniku, nie ma pojęcia, gdzie dokładnie bywają, z kim się kontaktują oraz co kupują – czują się bezpiecznie. Jest to niestety ułudne. Google wie wszystko i choć strzeże tego „wszystkiego” w sposób zasługujący na medal to nie odpowiada on za najbardziej nieprzewidywany czynnik zagrożenia, czyli czynnik ludzki. Co to oznacza? Choć coraz więcej osób stosuje dodatkowe zabezpieczenia w postaci kodów, dwuetapowej weryfikacji, a nawet skanera linii papilarnych, w dalszym ciągu są to mizerne statystyki. To z kolei oznacza, że „kradzież tożsamości”, w przypadku konta Google będzie w wielu przypadkach banalnie prosta.

Okradli mnie. Co dalej?

Tutaj wszystko zależy od zdefiniowanych przez użytkownika metod odzyskiwania konta. Jeśli te były skromne, dostęp do całego wachlarza ulubionych usług może być niemożliwy lub możliwy tylko przy zaangażowaniu pracowników samego Google. Teraz pomyślmy – złodziej wszedł w posiadanie naszych sekretów, sposobu oraz częstotliwości przemieszczania się, kontaktów oraz zdjęć. Właściwie zostaliśmy okrojeni z prywatności – ktoś wie o nas wszystko, a w najlepszym wypadku bardzo dużo i nie wiadomo, w jaki sposób wykorzysta ów dane. Szantaż, kolejne kradzieże, podszywanie się pod poszkodowanego, czyli nas? Cóż… uruchomcie wyobraźnie – złodziej może wszystko.

Wniosek? Płatność za pomocą informacji może być dla nas niebezpieczny. Jak bardzo? Tutaj wszystko zależy od naszej wiedzy dotyczącej sposobów zabezpieczenia swoich danych. Jeśli nie jesteście pewni czy dobrze chronicie swoje konta, starajcie się nie udostępniać za ich pośrednictwem wrażliwych danych – w przeciwnym wypadku możecie stać się ofiarą. Uważacie się za power-userów? Powinniście spać spokojnie, choć minimalna czujność w przyszłości może uratować was przed opisywaną powyżej sytuacją.

________________________________________________

Zapraszamy do naszego sklepu, który znajdziecie pod tym adresem oraz na nasz profil Vip Multimedia na Facebooku.

One Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

445 More posts in felietony category
Recommended for you
Subskrypcja VOD
Subskrypcja VOD ma także wady, o których często zapominamy

Ostatnie kilka lat pokazuje, jak łatwo zachłysnąć się czymś nowym i pozornie wygodnym, by nagle...