“Wielka czwórka”, czyli Google, Facebook, Apple i Amazon jako jeźdźcy apokalipsy

Bestseller wychwalany na zagranicznych rynkach trafił w moje ręce mniej więcej dwa tygodnie temu. Choć mogłem “wchłonąć” tytuł w jedno popołudnie, postanowiłem dawkować zawarte weń informacje, co pozwoliło mi na przemyślenia związane z treścią. Dziś, kiedy Wielka czwórka autorstwa Scotta Galloway’a wylądowała na mojej półce opisanej etykietą “przeczytane”, postanowiłem podzielić się z wami wrażeniami.

Wielka czwórka

Kiedy pierwszy raz usłyszałem o książce “Wielka czwórka. Ukryte DNA: Amazon, Apple, Facebook i Google”, wiedziałem, że muszę ją przeczytać. Naturalnie, opisane w tytule historie oraz strategie wspomnianych firm stanowią cenną w mojej profesji wiedzę. Niemniej, po książkę sięgnąłem z ciekawości, nie zawodowego obowiązku. Wiem już, że każda strona wpłynęła na moje postrzeganie giganta z Mountain View, koncernu z Cupertino, amerykańskiego Amazona oraz społecznościowego Facebooka.

Wielka czwórka w oczach Scotta Galloway’a

Na początek kilka słów o autorze. Informacja ta stanowi istotne odniesienie do treści, a w zasadzie, nadaje jej odpowiedniej perspektywy. Scott Galloway jest nie tylko profesorem na Stern School of Business na Uniwersytecie Nowojorskim, gdzie naucza strategii marketingowych. To również praktyk, który prowadził wiele startupów, na których tworzeniu i rozwoju zjadł zęby. Potężna wiedza teoretyczna poparta działalnością biznesową czyni z rzeczonego jegomościa jednego z lepszych specjalistów w branży. Jak wiadomo, realna ocena specjalisty pozwala widzieć pewne procesy przejrzystszymi dla laika. Dokładnie to daje nam Galloway w swojej książce.

Wielka czwórka to opowieść o czterech gigantach, z których każdy stanowi najpotężniejszą siłę w swoim segmencie. Detalista unikający podatków i traktujący pracowników w sposób niegodny, twórca “religii” lekceważący terroryzm i FBI, społecznościowy spryciarz handlujący naszymi danymi w nie do końca kontrolowany sposób oraz wielogałęziowa platforma internetowa, bez której ciężko dziś znaleźć drogę do pizzerii. To właśnie Amazon, Apple, Facebook i Google przedstawione w sposób, jaki niektórym klientom-użytkownikom wspomnianych podmiotów nie przyszedłbym nigdy do głowy.

Autor na kartach książki tłumaczy zasady funkcjonowania przedsiębiorstw oraz to, jak przedstawia się w nich monetyzacja usług. Z lektury dowiemy się, że przez zbyt duże przywiązanie do zakupów, produktów, porad oraz sztucznych pragnień, staliśmy się towarem. Brzmi niezbyt optymistycznie, ale książka nie ma zbyt wiele wspólnego z pozytywnym postrzeganiem świata. To twarde spojrzenie na otaczającą nas rzeczywistość. Rzeczywistość, w której lajki wywołują uśmiech i uczucie spełnienia. Rzeczywistość, w której jedna firma stara się zgarnąć lwią część przestrzeni handlowej USA. Rzeczywistość, w której twór “jednego człowieka” podpowiada, z kim warto się przyjaźnić oraz do której kawiarni powinniśmy udać się na pierwszą randkę. Dokładnie to znajdziecie w Wielkiej czwórce.

Wielka czwórka

Perspektywa Polaka

Warto zaznaczyć, że całość prezentowana jest z perspektywy Amerykanina. Tam do kwestii praktyk monopolistycznych podchodzi się znacznie luźniej niż ma to miejsce w Europie. To “u nas” Google zostało ukarane olbrzymią karą za wymuszanie na producentach instalacji dedykowanych usługom firmy aplikacji. To Europa zwróciła uwagę na oszustwo przy przejmowaniu komunikatora WhatsApp. Czuję, że niebawem oberwie się także Apple’owi, który za nic ma standaryzację… choćby tę związaną systemem ładowania smartfonów.

Dlaczego więc Facebook, Google, Apple oraz Amazon odbierane są w Stanach Zjednoczonych dość surowo? Wszystko przez większą liczbę danych użytkowników, którymi dysponują firmy oraz przez większy wpływ na gospodarkę, oraz przeróżne gałęzie życia codziennego. Tam potęga Wielkiej czwórki lub jak ją określa Galloway — Jeźdźców apokalipsy, jest jeszcze większa. My, Polacy, a także użytkownicy z wielu krajów traktowanych przez gigantów jako “mniej istotne”, nie możemy korzystać z niektórych usług i produktów firm będących przedmiotem książki. Oznacza to, że zarówno Amazon, Apple, Google, jak i Facebook mogą “sterować” naszym życiem w mniejszym stopniu. Przynajmniej na razie.

Co dalej?

Scott Galloway idzie o krok dalej i zmusza nas do zastanowienia się, nad tym, jak będzie wyglądała przyszłość monopolistów. Historia wielokrotnie ucierała nosa gigantom. Możliwe, że tak będzie również w przypadku Wielkiej czwórki. Tego nie możemy być pewni. Możemy za to czerpać z wiedzy autora i budować na niej naszą opinię, do czego was zachęcam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

281 More posts in felietony category
Recommended for you
Świat bez Internetu
Świat bez Internetu pogrążyłby się w chaosie

Jesteśmy już tak przyzwyczajeni do tego, że mamy wszystko na wyciągnięcie ręki, że w momencie...