Zapasowy smartfon: kiedy i dlaczego warto mieć go przy sobie?

Brak dostępu do książki telefonicznej i niemożność wykonania połączenia głosowego w razie awarii czy zgubienia smartfona, to dopiero początek kłopotów. Bez odpowiednio skonfigurowanego zapasowego urządzenia możemy zostać pozbawieni ważnych narzędzi w najmniej oczekiwanym momencie. Nie oznacza to jednak, że zapasowy smartfon powinien być z nami zawsze.

Zapasowy smartfon

Uważam smartfon za rzecz bardzo osobistą. Właśnie dlatego nie do końca przemawia za mną idea posiadania dwóch prywatnych urządzeń — podstawowego oraz zapasowego. Lubię dopieszczać do granic możliwości jeden model, z którym niemal się nie rozstaję. Dbam o jego kondycję techniczną oraz stan oprogramowania, a jako że zawierzyłem marce, na której jeszcze się nie zawiodłem, niezbyt obawiam się przypadkowych awarii. Mimo to zdaję sobie sprawę z tego, że w wypadku różnych sytuacji losowych, mogę stracić dostęp do urządzenia podstawowego. Pal licho, jeśli urządzenie uległo uszkodzeniu blisko mojego miejsca zamieszkania lub podczas porannej przebieżki. Problem pojawia się, kiedy smartfon omówi posłuszeństwa podczas wakacyjnego wyjazdu lub ważnego spotkania.

Kiedy przyda się zapasowy smartfon?

Odpowiedź można uogólnić — zapasowy smartfon przyda się w sytuacjach awaryjnych, ale jakich dokładnie? Przytoczę kilka przykładów.

Pierwsza kłopotliwa sytuacja dotyczy wakacyjnych wojaży poza granicami kraju. Wyobraźcie sobie, że smartfon stanowi nie tylko jedyny kontakt z krajanami, ale też istotny element waszej organizacji. Mapy, nawigacja, bilety oraz lista miejsc do odwiedzenia, o dostępnie do mediów społecznościowych, nie wspomnę. W sytuacji utraty smartfona nie będziemy mogli o tym fakcie powiadomić nikogo. Co gorsze, możemy mieć problemy z dotarciem do hotelu czy uiszczeniem zapłaty w okolicznej kawiarni. Kłopot prawda? Owszem, ale to nie koniec problemów.

Wyjazd może wiązać się z ważnymi spotkaniami. W moim przypadku może być to wywiad, który muszę zorganizować w kraju, w którym obowiązuje język, którego akurat nie znam. Powiecie, że angielski to język globalny. Owszem, ale na dziesięciu Niemców, których zapytałem o drogę, tylko jeden chciał ze mną rozmawiać w języku innym niż swój ojczysty. Aż strach pomyśleć, co byłby, gdyby od wspomnianej konwersacji zależało moje zdrowie.

Zapasowy smartfon

Skoro przy zdrowiu jesteśmy. Smartfon daje mi dostęp do karty medycznej oraz pozwala skontaktować się z lekarzem. Pogotowie? To wezwę nawet “wykręcając” numer 112. Oczywiście pod warunkiem, że smartfon działa i jest przy mnie.

Jak przygotować takie urządzenie?

Wiemy już, kiedy i dlaczego warto mieć przy sobie zapasowy smartfon. Zastanawiacie się pewnie, jak powinniśmy takowe urządzenie przygotować. To wbrew pozorom proste.

Przede wszystkim należy zdawać sobie sprawę z tego, że posiadanie zapasowego urządzenia, samo w sobie nie zabezpiecza nas przed skutkami uszkodzenia czy zgubienia podstawowego urządzenia. Na co zda się wam nowy smartfon, jeśli nie będziecie w stanie przejść na nim dwuskładnikowej weryfikacji wielu usług, a co za tym idzie, nie odzyskacie dostępu do informacji i możliwości, których tak pożądacie?

Właśnie dlatego, warto skonfigurować sprzęt odpowiednio wcześniej. Polecałbym zainstalować na nim większość “codziennych” aplikacji, zalogować się do kluczowych usług i aktualizować dane co tydzień. Proste? Owszem, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę zalety płynące z posiadania takowego sprzętu. Jak widzicie zapasowy smartfon to nie fanaberia, a urządzenie potrzebne, ratujące nas z opałów w określonych sytuacjach. Czy warto? Na to pytanie każdy musi odpowiedzieć sobie sam.

Zapasowy smartfon możecie kupić w naszym sklepie internetowym. Wybierzcie mądrze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

256 More posts in felietony category
Recommended for you
Fotografia mobilna
Fotografia mobilna i SI, czyli żegnamy fizyczne ograniczenia sprzętowe

Męczy mnie już walka na liczbę modułów aparatów montowanych w smartfonach, podobnie jak męczył mnie...