Analogowy renesans w finansach – Nowy wymiar dywersyfikacji majątku

Paweł Mazurek

Jeszcze kilkanaście lat temu pieniądze miały przede wszystkim fizyczną postać – banknotów i monet. Dziś pensję i oszczędności najczęściej widzimy jako saldo w aplikacji, a za zakupy płacimy bez wyjmowania portfela. Jednocześnie widać rosnące zainteresowanie tym, co ma materialną formę. Popyt na sztabki i monety złota jest najwyższy od lat, a nieruchomości nadal zajmują ważne miejsce w portfelach najzamożniejszych inwestorów. Czy to znak, że fizyczny majątek zaczyna wracać do łask? I że dywersyfikacja nie powinna dotyczyć już tylko tego, w co inwestujemy, ale także tego, jak przechowujemy swój kapitał?

– Żyjemy w świecie, w którym niemal całe finanse przenieśliśmy na ekrany. Kiedyś fizyczny banknot czy papierowy dokument były absolutnym standardem. Dziś niemal wszystko załatwiamy kilkoma kliknięciami – zauważa Paweł Mazurek, prezes zarządu Mennicy Mazovia, oferującej Gold Plan – subskrypcyjny model zakupu złota. – Fizyczność, do której kiedyś nikt nie przywiązywał wagi, zaczyna być dla części inwestorów dodatkową wartością – dodaje ekspert.

Dywersyfikacja nie tylko między aktywami

Klasyczna dywersyfikacja opiera się na prostej zasadzie: nie buduje się całej konstrukcji na jednym filarze. Dlatego inwestorzy dzielą kapitał między różne aktywa, branże, waluty czy rynki. Wszystko po to, żeby cały portfel nie był uzależniony od jednego rodzaju ryzyka. Samo rozproszenie kapitału to jednak za mało. Ważne jest też to, czy poszczególne inwestycje rzeczywiście zachowują się inaczej w tych samych warunkach. Wiele rynków i branż jest ze sobą powiązanych i w czasie większych zawirowań ich reakcje mogą być podobne. W efekcie portfel, który na pierwszy rzut oka wygląda na dobrze zróżnicowany, może być mniej odporny, niż się wydaje.

Różne aktywa, ten sam punkt dostępu

Dziś można mieć akcje, obligacje, fundusze i środki w kilku walutach, czyli portfel dobrze zróżnicowanych inwestycji, a jednocześnie do niemal całego majątku mieć dostęp jedynie za pośrednictwem aplikacji bądź systemu instytucji finansowej. To tworzy dodatkowy rodzaj zależności, którego na co dzień niemal nie zauważamy. 

Historia pokazuje, że problemy technologiczne mogą mieć realne skutki finansowe. Dobrym przykładem są wydarzenia z czerwca 2024 r., kiedy awaria systemu NYSE doprowadziła do błędnych notowań części spółek. W przypadku Berkshire Hathaway kurs został chwilowo pokazany na poziomie około 185 dolarów zamiast ponad 620 tys. dolarów. Część inwestorów złożyła zlecenia, sądząc, że kupuje akcje po wyjątkowo niskiej cenie. Po wznowieniu handlu transakcje zostały jednak zrealizowane po rzeczywistych, wielokrotnie wyższych cenach. W efekcie niektórzy klienci ponieśli straty, których część wziął na siebie broker pośredniczący w realizacji zleceń.

– Nie chodzi o to, że systemy finansowe są zawodne – na co dzień działają bardzo sprawnie, a incydenty zdarzają się stosunkowo rzadko. Chodzi o to, żeby mieć świadomość, że sposób przechowywania i dostępu do majątku również tworzy określony rodzaj ryzyka. Aktywa materialne też nie są od niego wolne: nieruchomość jest mniej płynna, dzieło sztuki trudniej szybko wycenić i sprzedać, a fizyczne złoto trzeba bezpiecznie przechowywać. Sens dywersyfikacji polega właśnie na tym, żeby te ryzyka były różne, a nie żeby próbować znaleźć rozwiązanie, które nie ma ich wcale – mówi Paweł Mazurek.

Aktywa materialne jako dodatkowa warstwa dywersyfikacji

Różnicowanie form posiadanego majątku to podejście, które już dziś widać na światowych rynkach finansowych.

Z badania przeprowadzonego na potrzeby UBS Global Family Office Report 2026 wynika, że najzamożniejsi inwestorzy coraz mocniej stawiają na odporność i dywersyfikację portfeli. Nie jest to jednak nowy trend. Już w 2021 r. 51 proc. badanych przez UBS podmiotów zarządzających rodzinnymi majątkami deklarowało, że szuka nowych sposobów na rozłożenie ryzyka. W kolejnych latach rosło zainteresowanie m.in. nieruchomościami, infrastrukturą i metalami szlachetnymi. W 2025 r. 29 proc. badanych planowało zwiększyć udział nieruchomości, 23 proc. infrastruktury, a 21 proc. złota i innych metali szlachetnych. W 2026 r. aż 60 proc. zapowiedziało zmianę strategicznej struktury inwestycji. Dziś aktywa alternatywne stanowią około 42 proc. ich portfeli.

– Podobny zwrot ku fizycznej formie widać również na rynku złota – mówi Paweł Mazurek. – Jak podaje World Gold Council, w pierwszej połowie 2026 roku globalny popyt na fizyczne sztabki i monety wyniósł 784 tony. To ważne o tyle, że dziś można uczestniczyć w rynku złota na wiele sposobów, bez fizycznego posiadania kruszcu. Mimo to zainteresowanie sztabkami i monetami pozostaje bardzo wysokie – dodaje ekspert.

To samo aktywo, różna forma

Inwestorzy wybierają dziś nie tylko samo aktywo, ale również sposób, w jaki chcą je posiadać. Dobrym przykładem jest złoto. Można kupić sztabkę lub monetę, ale można też wybrać ETF, certyfikat czy inny instrument powiązany z ceną kruszcu. W obu przypadkach uczestniczy się w tym samym rynku, ale sposób posiadania jest zupełnie inny. Jedna osoba ma pozycję na rachunku, druga fizyczny przedmiot. To nie znaczy, że jedna forma jest z definicji lepsza od drugiej. Pokazuje natomiast, że sama forma również może być elementem decyzji inwestycyjnej.

– Forma posiadania zmienia katalog ryzyk. Obligacja jest zobowiązaniem emitenta, środki w funduszu czy na rachunku funkcjonują poprzez określone instytucje i systemy. Fizyczna sztabka nie jest roszczeniem wobec emitenta czy instytucji – sama stanowi aktywo. To oczywiście oznacza inne obowiązki, choćby związane z bezpiecznym przechowywaniem, ale właśnie na tym polega dywersyfikacja: nie wszystkie części majątku powinny zależeć od tych samych stron i mechanizmów – mówi Paweł Mazurek.

Majątek, który zostaje na dłużej

Rosnące zainteresowanie aktywami materialnymi można odczytywać nie tylko jako próbę lepszego rozłożenia ryzyka, ale również jako sygnał szerszej zmiany w sposobie inwestowania. Nieruchomości, ziemia, dzieła sztuki czy fizyczne złoto częściej niż wiele płynnych instrumentów finansowych trafiają do portfela z myślą o dłuższym horyzoncie. To wyraźnie odróżnia je od części instrumentów finansowych, którymi można obracać niemal natychmiast. Łatwy dostęp do rynku daje ogromne możliwości, ale jednocześnie skraca dystans między decyzją a jej wykonaniem. W przypadku aktywów materialnych ten dystans jest większy: zakup, przechowywanie czy późniejsza sprzedaż wymagają więcej czasu i namysłu.– To nie znaczy, że fizyczny majątek jest z definicji lepszy albo sam z siebie uczy cierpliwości – zaznacza Paweł Mazurek, prezes zarządu Mennicy Mazovia. – Widać jednak, że forma posiadania zmienia nasz stosunek do czasu. Gdy niemal wszystko da się sprzedać jednym kliknięciem, część inwestorów wybiera aktywa, które z założenia mają pozostać w portfelu na lata. Dlatego ten „analogowy renesans” to coś więcej niż moda na fizyczność – to powrót do myślenia o majątku w długim horyzoncie, a nie wyłącznie przez pryzmat bieżącej wyceny – podsumowuje ekspert.


Dodaj komentarz

Polecane