Uber Freight — po taksówkach pora na spedycję

Uber Freight to nic innego, jak Uber dedykowany prywatnym przewoźnikom ładunków, które mogą zostać przetransportowane w ciężarówce. Definicja, definicją, ale co na to kierowcy TIR-ów?

Uber Freight

Uber się rozwija. Po typowo taksówkowej wersji usługi mieliśmy okazję obserwować powstawanie kolejne odsłony biznesu, który tym razem skupił się na miejskich dostawach jedzenia. Skoro na wspomnianych polach firma odniosła sukces, dlaczego nie miałaby spróbować czegoś zupełnie nowego?

Właśnie tak pomyśleli włodarze Ubera, w efekcie czego postanowiono wejść na całkiem nowy rynek — chodzi o spedycję.

Uber Freight, czyli Uber dla ciężarówek

Pomysł jest w zasadzie prosty, ale nie mogę zaliczyć go do segmentu innowacyjnego. Dlaczego? Otóż podobne rozwiązania, jak choćby TRANS istnieją i mają się świetnie. Fakt, model ich działania lekko trąci myszką, ale kłamstwem byłoby stwierdzenie, że konkurencja dla Uber Freight nie istnieje.

Czym Uber zamierza przekonać do siebie kierowców? Pierwszą rzeczą, która może zachęcić zarówno przewoźników, jak i usługodawców jest zaufanie do marki. Nie oszukujmy się, o Uberze było, jest i będzie jeszcze przez jakiś czas głośno. To darmowa reklama, dzięki której zasięg informacji o istnieniu rozwiązania jest naprawdę spory. Drugą istotną rzeczą jest wygoda, która może okazać się kluczowa przy decyzji o skorzystaniu z Uber Freight…

Cały proces zamawiania, realizacji oraz zapłaty za usługę wykonywany jest za pośrednictwem dedykowanej aplikacji. Ta występuje w dwóch wersjach, a więc zarówno zleceniodawca, jak i zleceniobiorca otrzymają szyte na miarę swoich potrzeb narzędzie. Prywatny przewoźnik będący użytkownikiem Uber Freight może przeglądać zlecenia ze swojej okolicy i w przypadku znalezienia interesującej “pracy” zgodzić się na warunki i zaakceptować zadanie. Podoba mi się również to, że w ofercie zleceniodawcy kierowca znajdzie dokładny opis trasy, warunków oraz czasu na realizację. To uczciwe i jakby nie patrzeć pomocne dla obydwu stron.

Ceny mają być ustalanie w oparciu o monitoring rynku oraz czynniki zewnętrzne w postaci świąt, oraz specjalnych okazji typu walentynki. Firma chwali się, że dzięki nowemu rozwiązaniu na rynek spedycyjny wejdzie powiew świeżości. Świeżości, która zagwarantuje równouprawnienie. Tak, zleceniodawca nie będzie dyskryminował kierowcy za wiek, płeć czy kolor skóry, gdyż najzwyczajniej w świecie nie będzie miał pojęcia kogo “zatrudnia”. Idea jest w gruncie rzeczy godna pochwały, ale czuje od niej na kilometr hipokryzję…

Uber Freight — na pewno dla kierowców?

W teorii EF ma być dedykowany kierowcom, którzy chcą przewozić przeróżne towary, dzięki czemu zarobią pieniądze. Problem w tym, że może to być jedynie przygotowanie gruntu na rynku spedycyjnym, na który miałyby trafić w przyszłości autonomiczne ciężarówki. Te, jak wiadomo, nie potrzebują do “szczęścia” osoby kierującej.

Skąd przypuszczenia sugerujące, że Uber Freight może być czymś więcej? Wystarczy przypomnieć sobie ostatni zakup Ubera, czyli Otto. Start-up założony przez niezwykle sprytnego przedsiębiorce (Anthony Levandowski), który pracował wczesnej w Google, został sprzedany za kwotę 680 mln dolarów. To robi wrażenie, zwłaszcza że mówimy o projekcie, który “żył” jedynie trzy miesiące. Jak widać, firma postanowiła spożytkować nowy nabytek w możliwie najrentowniejszy sposób. Inwestycja z pewnością się opłaci, choć na wyniki przyjdzie nam jeszcze poczekać.

Źródło: Theverge

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

3828 More posts in artykuły category
Recommended for you
cyberprzestępczość
Komputery kwantowe – nadzieja czy zagrożenie cyberbezpieczeństwa?

Wyścig do stworzenia pierwszego powszechnie stosowanego komputera kwantowego trwa - być może wkrótce poznamy producenta,...