Randkowanie w sieci wchodzi na wyższy poziom. Tinder w przeglądarce staje się faktem, a co za tym idzie — do działania usługi nie będzie wymagane już posiadanie smartfona. Tak jakby…

Serwisy randkowe jeszcze kilka lat temu rządziły siecią, a przynajmniej jej towarzyską częścią. Wraz ze wzrostem popularności mediów społecznościowych od kombajnu w postaci Facebooka zaczynając, kończąc na pokręconym Snapchacie, coś zaczęło się psuć. Wspomniane serwisy nie przynosiły już wysokich dochodów, a wszystko to przez odpływ użytkowników, którzy zaczęli się nimi nudzić. Do nawiązywania znajomości świetnie nadawały się przecież nowe Social Media. Właśnie dlatego konieczna była zmiana podejścia do internetowych narzędzi pomocnych w „randkowaniu”…
Tutaj pojawił się Tinder. Aplikacja zdobyła serca milionów randkowiczów, a wszystko to za sprawą prostoty. Nie trzeba zagłębiać się w dziesiątki opcji czy wypełniać formularzy. Wystarczy dodać zdjęcie i przeglądać te udostępnione przez płeć przeciwną. Jeśli oboje wyrazicie zainteresowanie drugą osobą — bingo, zostajecie połączeni i zyskujecie możliwość kontynuowania rozmowy na tak zwanym priv.
Choć aplikacje są dziś niezwykle istotne, nie można zapominać o przeglądarkach. Apki webowe w dalszym ciągu stanowią istotny segment rynku. Wiem o tym również Tinder.
Tinder w przeglądarce — koniec nudy w biurze
Twórcy opisywanej aplikacji poinformowali za pośrednictwem swojej witryny o starcie nowej usługi, jaką okazuje się webowa odsłona Tindera.
W mojej ocenie nowe rozwiązanie kłóci się z samą ideą Tindera. Jego siła drzemie w lokalizacji i w tym, że wybierając się na drugi koniec Polski czy nawet świata możemy w stosunkowo prosty sposób poznać kogoś, z kim najprawdopodobniej się spotkamy. Nie jest to produkt dedykowany poszukiwaniu miłości, ale krążą legendy, że komuś się to udało. Tak czy inaczej — aplikacja służy głównie do tak zwanych „szybkich randek”. Zadania wykonywane na komputerze rzadko kiedy możemy nazwać szybkimi i nieabsorbującymi. Właśnie dlatego Tinder w przeglądarce wydaje mi się pomysłem nie do końca trafionym.
Tinder tłumaczy powody decyzji
Głównym powodem debiutu webowej odsłony aplikacji jest według twórców chęć zwiększenia dostępu do rozwiązania. Nie każdy dysponuje smartfonem spełniającym wymogi płynnego i jakby nie patrzeć wygodnego użytkowania. Kolejnym argumentem jest to, że Tindera Online będą mogli korzystać pracownicy biurowy, którzy zdają się przytwierdzeniu do monitora.
Tak — z pewnością pracodawcy będą zachwyceni ze spadku wydajności pracownika, który zamiast wykonywać sumiennie powierzone mu obowiązki, poznaje coraz to ciekawsze osoby za pomocą Tindera. Tłumaczenie słabe, ale przecież wszyscy doskonale wiemy, o co tak naprawdę chodzi twórcom…
Wszystko rozbija się o pieniądze i nie powinno to dziwić nikogo. To właśnie kasa jest motorem napędowym biznesu i chcąc utrzymać się na powierzchni, należy generować przychody. Zadanie byłoby niemożliwe do wykonania bez wysokiej liczby użytkowników.
Kto skorzysta?
W zasadzie Tinder w przeglądarce już wystartował. Niestety jest on obecnie objęty ograniczeniem regionalnym. Oznacza to, że serwis działa w Argentynie, Brazylii, Kolumbii, Indonezji, Meksyku, Filipinach, Szwecji oraz Włoszech. Na Polską odsłonę serwisu przyjdzie nam jeszcze poczekać, ale na chwilę obecną nie możemy mówić o żadnych konkretnych terminach. Pozostaje nam uzbroić się w cierpliwość, dużo cierpliwości.
Źródło: Blog.gotinder









Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.