Animoji na starszych iPhoneach? Teoria i praktyka

Animoji to bez wątpienia rewolucja w świecie emotikon. Apple zaskoczyło innowacyjnością na polu, na którym, wydawało się, nie dało się osiągnąć niczego więcej. Niczego poza dopieszczaniem ikonek prezentujących uśmiechnięte lub smutne buźki, zwierzęta, prezenty, świeczki, piłki, strażaków lub pary tej samej płci. Nie da się wymyślić koła na nowo, ale można wykorzystać je w sposób inny, niż robią to wszyscy.

Animoji

Przy okazji premiery iPhone’a X, Apple pokazało światu animoji, czyli animowane emotki, które zmieniają się wraz z naszym wyrazem twarzy. Za ich pomocą możemy wyrażać radość, zaskoczenie, smutek lub na przykład zakłopotanie. Wygląda to kapitalnie i tak też działa. Choć funkcja może wydawać się zbędnym bajerem dla nastolatków, jestem przekonany, że będą z niej korzystać dojrzali użytkownicy. Podobnie wygląda sprawa tradycyjnych emotikon, które stały się w obecnych czasach równie ważną formą komunikacji co komunikaty wyrażane słowami pisane całymi zdaniami.

Przejrzyjcie swoją korespondencję, czuję, że zobaczycie tam więcej emotek, niż sądziliście. Sam łapię się na tym, że korzystam ze śmiesznych ikonek zdecydowanie za często. Zdaję sobie z tego sprawę, ale wiem, że znacząco skraca to czas potrzebny na słowne określenie aktualnie odczuwanych emocji, o atrakcyjności komunikatu nie wspomnę. Tak czy inaczej, emotki stały się integralną częścią komunikacji (szczególnie internetowej). Następcą ikonek są animoji.

Animoji tylko dla wybranych

Wspomniane animowane emotikony ujrzymy jedynie w najnowszych smartfonach Apple z rodziny iPhone X, czyli w konstrukcji jubileuszowej. Wydawać by się mogło, że jest to spowodowane koniecznością korzystania animoji z technologii FaceID, która rozpoznaje punkty na twarzy użytkownika. Czy tak jest w istocie?

Sprawa pozornie prosta jest jednak nieco skomplikowana. Znacie Marquesa Brownlee’a? Każdy fan nowych technologii powinen kojarzyć najbardziej rozpoznawalnego YouTubera w branży. Jego recenzje zgromadziły niewyobrażalną widownię, ale nie o widzach dzisiaj. Marques w swojej recenzji iPhone’a X opublikował coś, co wydaje się niepokojące. Otóż po zasłonięciu skanera twarzy, animoji działało nieprzerwanie. Oznacza to, że technologia wykorzystuję jedynie zwykły frontowy moduł kamery…

Co wy na to?

Skoro animoji reklamowane jest jako ficzer dla iPhone X, ale testy Marquesa udowodniły, że element mógłby bez większego problemu działać również na starszym sprzęcie z Androidem. Przy czym mam tu na myśli głównie iPhone 8, iPhone 8 Plus, iPhone 7 oraz iPhone 7 Plus. Możliwe również, że animoji współpracowałoby z iPhone SE. To jednak tylko teoria, w myśl której Apple mogło celowo zablokować nowość, tak aby traktowana była jako ekskluzywna. Co, jeśli sadownicy mieli ku ograniczeniu dostępności gadżetu inny powód?

Możliwe, że istnieje inna zależność łącząca działanie funkcji i konieczność współpracy z modułami wbudowanymi w iPhone X. Apple nabrało w tej kwestii wody w usta i nic nie wskazuje na to, aby firma miała podzielić się wiedzą z użytkownikami. Sprawa pozostanie zapewne zagadką i oficjalnie nigdy nie dowiemy się, czy ograniczenie dostępności animoji do iPhone X uwarunkowane jest kwestiami czysto technicznymi, czy mamy do czynienia z zabiegem marketingowym, z których Apple przecież słynie.

Dajcie znać w komentarzach, który “scenariusz” jest wam bliższy. My obstawiamy za drugim (marketingowym) wariantem.

Źródło: Softpedia, YouTube (Marques Brownlee)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

1508 More posts in artykuły category
Recommended for you
Asystent Google trafia do Polski. Otrzymałeś już dostęp do usługi?

Po mglistych zapowiedziach pojawienia się polskiej lokalizacji usługi Asystent Google, wiedziałem jedno. Narzędzie trafi do...