Obejrzałem Polar i mówię jak jest. Jest źle, a szkoda.

Tak się niestety złożyło, że obejrzałem Polar na Netflix. Zrobiłem to z własnej, nieprzymuszonej woli i to był spory błąd, choć zapowiadało się na coś wyjątkowego. W końcu adaptacja ciekawego, mrocznego komiksu i świetna obsada. To musiało się udać, ale finalny efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Drogi Netflix, dlaczego?

Obejrzałem Polar

Mam wrażenie, że Netflix nie bardzo wie, co zrobić z pieniędzmi, które dostarczają mu subskrybenci. Logicznym posunięciem byłoby tworzenie nowych treści i tak się od dłuższego czasu dzieje. Szkoda tylko, że te wspomniane treści nie dają widzowi żadnej satysfakcji. I o ile seriale trzymają jeszcze poziom, to produkcje pełnometrażowe wyglądają tak, że szkoda słów. Polar mógł być tytułem wyjątkowym i w pewnych aspektach jest. Szkoda tylko, że nie w tych, co powinien.

Obejrzałem Polar

Długo zabierałem się do tego filmu i kiedy w końcu znalazłem trochę czasu, a następnie obejrzałem Polar, natychmiast pożałowałem. Dlaczego nie przestałem oglądać w momencie, kiedy przestało mi się podobać? Z prostego powodu. Jeżeli mam coś oceniać, to tylko po zapoznaniu się z całością. Zdarzało się tak, że końcówki filmów czy książek ratowały całość, bo następowała wolta, twist czy cokolwiek, co kazało poddać pod wątpliwość wcześniejsze poczynania twórców. Niestety, ale Polar się w ten trend nie wpisuje. Szkoda.

Zanim przejdę do recenzji, a raczej subiektywnej opinii, przypomnę o czym opowiada Polar. Historia jakich wiele w popkulturze i zdawało się, że przemaglowana w każdy możliwy sposób. Profesjonalny zabójca na emeryturze i młoda dziewczyna z problemami. Łączy ich przyjaźń, ale nie może być tak różowo, bo widz zanudziłby się na śmierć. Pracodawcy, którzy kiedyś chętnie korzystali ze zdolności mordercy, teraz nie mają ochoty wypłacać mu należnego wynagrodzenia. Najprostszym rozwiązaniem będzie więc zabicie człowieka, ale co zrobić wtedy, kiedy ten się tak łatwo nie podaje.

Polar ma plusy

Duncan Vizla, czyli postać sportretowana przez Madsa Mikkelsena, to zdecydowanie najjaśniejszy punkt produkcji. Aktor nie musiał się nawet specjalnie starać, co miejscami niestety widać, ale gdyby nie on, nie wytrwałbym do końca. Duncan w jego wykonaniu jest przytłoczony życiem, a dodatkowo zmęczony tym, że nic nie robi. Zabójca nudzi się, a w sennym miasteczku, gdzie spędza emeryturę, czuje się obco. Sceny, gdzie nic się nie dzieje, a on stara się wpasować w małą społeczność są jednymi z najlepszych w całym filmie. Nieśpieszne prowadzenie kamery, niewymuszone żarty i dialogi, które nie drażnią.

Z niekłamaną przyjemnością oglądałem próby przystosowania się Duncana do normalnego życia. Tutaj twórcom udało się przemycić kilka smaczków, które dawały nadzieję na ciekawe poprowadzenie wątku emerytury. Niestety, ale zrobili też kardynalny w moich oczach błąd. Duncan na początku robi coś, co nacechowało jego postać negatywnie. Domyślam się, co twórcy chcieli przekazać, ale zrobili to w sposób… prostacki. Nie zdradzę dokładnie o którą scenę mi chodzi, ale jeżeli oglądaliście Johna Wicka, zrozumiecie od razu, co mam na myśli. I to był sam początek filmu.

Na uznanie zasługuje także partnerująca Madsowi na ekranie… Vanessa Hudgens. Tak, ta sama, która do tej pory występowała w raczej mniej poważnych produkcjach. W roli zniszczonej życiem kobiety sprawdziła się jednak na tyle dobrze, że nie było czuć żadnego zgrzytu. Sama relacja między tą dwójką też została dobrze zarysowana i poprowadzona. Nawiązania do Leona Zawodowca nasuwają się same, ale w tym przypadku to także plus. Nie zrobiono tego nachalnie, a ze smakiem i nie wyglądało to, jak zżynanie od najlepszych, ale inspiracja. I za to należą się brawa. Co natomiast nie zagrało w Polar?

Minusy, dużo minusów

Obejrzałem Polar do końca, choć tak naprawdę chciałem film wyłączyć po pierwszych scenach. Dlaczego już wtedy? Ponieważ dostałem coś, czego absolutnie się nie spodziewałem. Dziwne połączenie gatunków, które nijak do siebie nie pasowały. Rozumiem, że Polar jest na podstawie komiksu, ale tworząc film warto ustawić się po jednej ze stron. Można iść w realizm albo postawić na konwencję prześmiewczą. Tutaj mamy obie rzeczy i niestety, ale zupełnie do siebie one nie pasują. Otwierająca scena jest absolutnie nielogiczna i zacząłem się zastanawiać, jaki był w ogóle w niej cel.

Dobrze rozumiem, że trzeba było przedstawić antagonistów, ale ich zachowanie w żaden sposób nie było niczym sensownym uwarunkowane. Teraz będzie mały spoiler, ale nie wpływający na całość, więc możecie czytać dalej. Otóż pierwsze sceny pokazują, jak drużyna super zabójców rozprawia się z także emerytowanym mordercą. Robią to w kilka osób, a doskonale poradziłaby sobie z tym… jedna. Nie, nie przesadzam. Jedna kobieta, która nie dość, że była w bliskim kontakcie z celem, to jeszcze miała sposobność do załatwienia sprawy. Tymczasem mamy i snajpera i całą zgraję towarzyszących mu osób. Jest także helikopter…

Zbyt duży rozstrzał występuje pomiędzy tą sceną, a następującą po niej i wprowadzającą postać Duncana. Tam mamy już realizm i to taki, który faktycznie działa na widza. I taki misz-masz odczuwa się przez cały film. Potęguje go jeszcze postać grana przez Matta Lucasa, której bliżej do klauna, niż prawdziwego antagonisty. Ja mu nie uwierzyłem nawet przez chwilę. Jest przekoloryzowany na każdym z pól, a dodatkowo… drażni. Mnie przynajmniej drażnił bardzo.

Efekty

Sceny walki powinny zrekompensować niedociągnięcia fabularne, ale niestety tak nie jest. W mniejszych lokacjach jest jeszcze w porządku. Problem pojawia się przy większych bitwach, gdzie CGI zwyczajnie razi w oczy. Sytuacja podobna trochę do The Punisher, kiedy krew wyglądała sztucznie i trochę śmiesznie. Nie na twarzach bohaterów, ale w chwilach, gdy ich ciała rozrywały kolejne kule. Tego nie zabrakło w Polar, ale zdecydowanie zbyt długo przyszło mi czekać na rozwój akcji. Twórcy przeciągnęli element ekspozycji, by pod koniec dowalić z „grubej rury”.

Obejrzałem Polar, ale nie miałem z tego powodu żadnej satysfakcji. Inaczej było w przypadku John Wick, gdzie od początku była jasna konwencja i gdzie prowadzono wszystko zgodnie z nią. Tutaj wymieszano ze sobą wiele rzeczy, które do siebie niestety nie pasowały. Jeżeli miał wyjść film „luzacki”, to ja niestety, ale tego nie wyczułem. Podobały mi się pewne elementy, ale obejrzałem Polar, bo nie lubię pozostawiać filmów. Trochę żałuję i mam nadzieję, że kolejny pełnometrażowy tytuł od Netflix będzie już lepszy. W końcu nadzieja umiera ostatnia. Jeżeli chcecie sprawdzić Polar na własnej skórze, nie będziemy wam zabraniać, ale czujcie się ostrzeżeni.

Nowe laptopy i projektory, znajdziecie w naszym sklepie internetowym, wchodząc pod ten adres.

Źródło: Netflix / YouTube / Opracowanie własne

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

347 More posts in felietony category
Recommended for you
Producenci elektroniki
Jak producenci elektroniki robią nas w balona? Przykłady

Producenci elektroniki dostarczają nam wysokiej jakości rozwiązania, zjawiskowe urządzenia, a także przydatne gadżety, które upraszczają oraz...