Recenzja Far From Home – Spider-Man w doskonałej formie

Kolejny film z uniwersum Marvela wszedł do kin, więc musieliśmy wybrać się do kina i sprawdzić, czy warto było czekać na przygody pajączka. Cóż, możemy nie być do końca obiektywni, bo na kontynuację przygód Spider-Mana czekaliśmy jak na pierwszą gwiazdkę w Boże Narodzenie. Oto nasza recenzja Far From Home, czyli letniego hitu na miarę naszych czasów.

Recenzja Far From Home
Spider-Man: Far From Home

Jeżeli jeszcze nie oglądaliście Avengers: Endgame, to lepiej nie wybierajcie się do kina na Spider-Man: Far From Home, bo choć sama fabuła skupiona jest wokół zupełnie innej historii, to mimo wszystko nawiązań jest bardzo dużo. Mamy tutaj powiązania bezpośrednio pokazujące historię po tym, co wydarzyło się właśnie w Endgame, więc zepsujecie sobie zabawę sięgając po nowego pajączka. No dobrze, ale czy warto iść na niego do kina?

Recenzja Far From Home

Nasza odpowiedź na postawione wyżej pytanie może być tylko jedna – zdecydowanie warto! Recenzja Far From Home nie będzie zawierała spoilerów, a przynajmniej nie takich, które można było wiedzieć w samych trailerach produkcji. Możecie więc czytać dalej bez stresu, że zepsujecie sobie całą zabawę. To słowo, czyli „zabawa”, jest w przypadku Far From Home kluczowe. Film można bowiem wrzucić w kategorię „kino letnie”, czyli jest lekko, łatwo i przyjemnie, a dodatkowo ze sporą dawką niewymuszonego humoru. Sama produkcja różni się więc dość mocno od Endgame, gdzie akcenty rozłożono zupełnie inaczej.

Zacznijmy jednak od samej fabuły, zanim przejdziemy do całej reszty. Peter Parker (w tej roli Tom Holland) wraca do swoich normalnych zajęć, czyli do bycia typowym, amerykańskim nastolatkiem. Zastanawia się jak zaimponować swojej pierwszej miłości, a jednocześnie nie wyjść na totalnego frajera. Idealnie do zrealizowania jego planu nadaje się planowany wyjazd do Europy, gdzie czekają na wszystkich liczne atrakcje. Tylko, że jak przystało na uniwersum Marvela, wspomniane atrakcję nie są w żadne sposób powiązane ze zwiedzaniem zabytków. Do akcji wkraczają bowiem żywołaki, monstra czerpiące swoją siłę z czterech żywiołów (woda, ogień, powietrze oraz ziemia). Do walki z nimi staje jednak Quentin Beck (Jake Gyllenhaal), który nazywany jest przez wszystkich Mysterio. Dobra, więcej wam nie powiemy.

Co zagrało dobrze w filmie?

Najjaśniejszym punktem całej opowieści, jest zdecydowanie Tom Holland. Widać po aktorze, że doskonale czuje się w roli Petera Parkera. Choć sam dorósł, to w jego kreacji czuć tą dziecięcą radość i swobodę, a nie daje się odczuć sztuczności. Holland jest idealny do tej roli i po Far From Home nie mamy wątpliwości, że studio dobrze go obsadziło. Widać, że na planie bawiono się świetnie, bo między wszystkimi aktorami, czuć „chemię”. Niezależnie od tego, kto akurat jest pokazany na ekranie, widz nie odczuwa żadnego dystansu.

Dobrze też sprawił się Jake Gyllenhaal, choć jego rola został rozpisana dość… dziwacznie. Tutaj musielibyśmy wam zdradzić rozwiązanie fabularne, by dokładnie to wytłumaczyć, a tego robić jednak nie zamierzamy. Mimo wszystko, Gyllenhaal stanął na wysokości zadania i sprawił, że jego występ będzie na długo zapamiętany, czego nie można powiedzieć o antagoniście z pierwszej części Spider-Mana. Wprawdzie Michael Keaton to wybitny aktor, ale tam nie miał specjalnego pola do popisu. Cieszy też to, że więcej czasu ekranowego dostał Samuel L. Jackson, który w Far From Home został postawiony w dość nieciekawej sytuacji. Jednak scenarzyści dobrze poprowadzili jego wątek i co chwila puszczają oko do widza, który zna filmografię aktora.

Humor i dobra zabawa

Far From Home to wyjątkowo lekkie kino. Wprawdzie twórcy chcieli tutaj przekazać pewien ciężar w wymiarze dramatycznym, co nawet im się udało, to został on zmarginalizowany. Tutaj chodzi przede wszystkim o doskonałą zabawę w kinowej sali i o to, by czas na niej mijał błyskawicznie. Trzeba przyznać, że w pełni się to udało. Doskonale rozłożono akcenty humorystyczne i od samego początku wiemy, jak nastroić się do seansu. Twórcy na szczęście poskąpili slapstickowego humoru, a skupi się bardziej na słownym, co wyszło produkcji tylko na dobre.

Recenzja Far From Home musi wspomnieć także o samej warstwie wizualnej, która miejscami jest naprawdę wyjątkowa. Cieszy to, że twórcy wyszli poza pewien dobrze znany z filmów Marvela schemat potyczek między głównym bohaterem, a antagonistą. Niektóre ujęcia wprost wbijają w fotel, choć czasem da się zauważyć pewne niedoróbki w obrazie. Nie ma co jednak narzekać, bo całość ogląda się doskonale.

Kino na wakacje

Możemy trochę ponarzekać, bo mimo wszystko Far From Home jest produkcją dość… prostą. Nie uświadczymy tutaj większej głębi ani silenia się na udawanie, że sam film ma być poważny. Widz dostaje solidne kino akcji z dużą dawką humoru. Dodatkowo wielkie wrażenie robią lokacje, bo w końcu zdecydowano się na szersze pokazanie Europy, niż tylko kilka krótkich scen w biurowcach mających udawać, że znajdują się w Berlinie. Teraz widzowie mogą z bliska zobaczyć Wenecję czy Pragę. To miłe, a szczególnie dla europejczyków.

Czy warto się więc wybrać do kina na nowego Spider-Mana? Zdecydowanie tak, bo oprócz bardzo przyjemnej rozrywki, dodatkowym atutem są smaczki, które można wyłapać. Radzimy uważnie obserwować ekran, bo jest ich całkiem sporo. Nawet twórcy z Insomniac Games zostali docenieni, bo w filmie da się zauważyć Petra robiącego sobie selifie dokładnie tak samo, jak w grze na PlayStation 4. Jeżeli nie macie planów na wieczór, idźcie do kina. Nie pożałujecie.

P.S. Tym razem po napisach są dwie sceny, więc nie wychodźcie z kina za wcześnie.

Nowe gry oraz konsole znajdziecie w naszym sklepie internetowym, wchodząc pod ten adres.

Źródło: Marvel / YouTube / IMDB / Opracowanie własne

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

418 More posts in felietony category
Recommended for you
Pralnia
Pralnia, Eli i nowości, które wjeżdżają właśnie na Netflix

Kolejny weekend przed nami, a to oznacza, że przychodzimy do was ze spisem nowości, które...