O tym, jak Apple Watch 3 uratował życie kitesurferowi

O wearables, czyli urządzeniach mobilnych z segmentu sprzętu ubieralnego mówi się wiele dobrego, ale na pewno nie to, że potrafi on ratować życie. Przykład kitesurfera, który przeżył dzięki Apple Watch, pozwala jednak sądzić, iż inteligentne zegarki mogą być przydatniejsze, niż nam się wydaje. Do rzeczy.

Apple Watch

Swego czasu byłem zafascynowany wearables, podobnie jak miliony innych fanów elektroniki użytkowej. Niestety, zainteresowanie słabło wraz z obserwacjami rynku wearables, który zdawał się przeżywać zastój. Do dziś uważam, że wspomniana kategoria produktów choć ciekawa, nie okaże się rewolucją na miarę smartfona, podobnie jak nie okazał się nią tablet, który możemy nazwać, co najwyżej chwilową odskocznią. Owszem, smartwatche i smartbandy znajdują zastosowanie w wielu sytuacjach i docenią je kurierzy, pracownicy służb mundurowych, a nawet sportowcy. Jednak, czy Apple Watch i jemu podobne produkty są potrzebne przeciętnemu zjadaczowi chleba? Okazuje się, że tak.

Apple Watch kontra rekiny

Historia opisana przez redaktorów serwisu Techradar wydaje się nieco naciągana, ale jeśli się nad nią chwilę zastanowimy, zaczyna nabierać realnych kształtów. Co gorsze, kiedy wyobrażam sobie, jaki mógłby być finał bez udziału inteligentnego czasomierza, moje ciało przechodzą dreszcze. Nikt nie chciałby się chyba spotkać z zębami krwiożerczego rekina w jego naturalnym środowisku? Ja z pewnością nie.

Pewien jegomość, uściślając — fan sportu w postaci kitesurfingu postanowił spędzić czas wśród morskich fal. W tym celu John Ziless udał się na plaże, gdzie rozpoczął przygotowania do wypłynięcia. Początkowo zabawa była przyjemna, o co nietrudno w wodzie, ale problem pojawił się w odległości półtora kilometra od piaszczystej plaży. Problemem okazał się brak wystarczająco silnego do uprawiania sportu wiatru. Oznacza to, że nasz bohater utknął około 1500 metrów od brzegu i nie bardzo miał pomysł, jak ten stan rzeczy zmienić i wrócić na stały ląd. Może inaczej — pomysł był, ale jego realizacja niestety nie była łatwa. Sportowiec próbował dopłynąć do brzegu w sposób tradycyjny, ale szybko zorientował się, że może mu to zając nawet kilka godzin. Co to dla osoby “kochającej” sporty wodne?

Cóż, samo przepłynięcie danego odcinka nie jest szczególnym wyczynem, ale ominięcie zębów rekinów, których aktywność w tamtym czasie (w tamtych wodach) była wzmożona, już tak. John nie chciał ryzykować spotkania jednego z nieprzyjaźnie nastawionych drapieżników. W tym celu postanowił skorzystać z Apple Watch, który aktualnie znajdował się na jego nadgarstku.

Apple Watch na pomoc

Bohater naszej opowieści miał przy sobie model Watch 3 Series z opcją LTE. To pozwoliło na wezwanie pomocy. Dodam, że dwukrotne, gdyż pływak musiał wykonać dodatkowy sygnał w celu nakierowania służb ratowniczych na właściwą pozycję.

Nie chcę nawet myśleć, jak skończyłaby się cała sytuacja, gdyby zabrakło w niej Apple Watcha lub innego smartwatcha wyposażonego w moduł LTE. Takie historie udowadniają, że gadżety ubieralne to nie tylko zabawkowa elektronika użytkowa, ale całkiem przydatne narzędzie, które ku mojemu zdziwieniu potrafi uratować życie. Sam ocalony określa działanie AW 3 jako wzorowe i ja się jego zdaniu w ogóle nie dziwie, wszak zegarek pozwolił mu wyjść z poważnych tarapatów.

Źródło: Techradar, Apple

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

3828 More posts in artykuły category
Recommended for you
cyberprzestępczość
Komputery kwantowe – nadzieja czy zagrożenie cyberbezpieczeństwa?

Wyścig do stworzenia pierwszego powszechnie stosowanego komputera kwantowego trwa - być może wkrótce poznamy producenta,...