Bluboo Maya Max — test niedrogiego 6-calowca

Niestety, testowany przeze mnie egzemplarz Bluboo Maya Max został odesłany do producenta. Niestety, gdyż nie pamiętam, kiedy dzierżyłem w dłoni Chiński sprzęt, którego możliwości znacząco przekraczają to, co mógłby sugerować budżet potrzebny na jego zakup.

Bluboo Maya Max

Z typowymi pierwszymi wrażeniami dotyczącymi użytkowania Bluboo Maya Max możecie zapoznać się TUTAJ. We wpisie znajdziecie głównie plusy i minusy, które dostrzegalne są praktycznie po “wyjęciu z pudełka”. Dziś zajmiemy się obszerniejszą analizą urządzenia, które wywarło na mnie naprawdę pozytywne wrażenie… nie tylko pierwsze.

Bluboo Maya Max — konstrukcja

Bluboo Maya Max

Bryła testowanego urządzenia to nierozbieralna konstrukcja, którą wykonano w lwiej części z metalu. Unibody ma do siebie to, że możemy pomarzyć o własnoręcznej wymianie, dajmy na to — baterii. Cóż, nie powinno stanowić to większego problemu, gdyż zamykanie komponentów w nierozbieralnych konstrukcjach stało się wręcz standardem. Dodatkowo wykonanie i dbałość o szczegóły stoją tutaj na naprawdę wysokim poziomie. Nie spotkałem się jeszcze z “Chińczykiem”, który byłby tak dopieszczony. Idealnym przykładem będzie tutaj kluczyk do gniazda na karty Sim, który jest jednocześnie “zatyczką” dla wyjścia audio Jack 3.5 mm — rozwiązanie iście genialne, przy czym przyjemne dla oka.

Bluboo Maya Max

Przedni panel niemal w całości wypełnia 6-calowy ekran, nad którym znajdziemy maskownice głośnika rozmów oraz standardowe czujniki. Plecki, dodam metalowe (nie licząc górnej i dolnej plastikowej krawędzi) to świetne i sprawdzone szczotkowane aluminium. Na środku panelu znajdziemy aparat delikatnie wystający ponad obudowę oraz czytnik linii papilarnych, który wychwalałem w “pierwszych wrażeniach”. Moja opinia co do prędkości działania i nikłej liczbie błędów tegoż elementu potwierdziła się w dłuższym użytkowaniu.

Klawisze głośności oraz power mają wyczuwalny i przyjemny dla palca skok, który potęguje dźwięk kliknięcia. Bardzo spodobało mi się także rozwiązanie znane z iPhone’ów, czyli wyciszenie urządzenia za pomocą jednego suwaka.

Ekran

Wyświetlacz jest ogromny. 6-calowa powierzchnia robocza pozwala na wygodną obsługę tylko podczas używania dwóch rąk. Nie mniej jednak czytanie na rzeczonym sprzęcie jest najzwyczajniej w świecie przyjemne. Wysoka przekątna oznacza możliwość zaprezentowania większej liczby treści. Wspomniany element wykonany w technologi JDI LCD został pokryty warstwą chemicznie hartowanego szkła Corning Gorilla Glass czwartej generacji, co gwarantuje odporność na upadki — rysy i stłuczenia nie będą spędzać snu z powiek użytkownika.

Bluboo Maya Max

Jest jednak mały problem, uściślając — rozdzielczość. Nie wiem, kto wpadł na pomysł, aby w 6-calowym potworze montować ekran o śmiesznej wręcz rozdzielczości HD (720p). To zdecydowanie za mało i niestety “pikseloza” widoczna jest tu gołym okiem. Dopatrzyłem się tylko jednego plusa wspomnianego rozwiązania — dłuższy czas pracy na baterii.

Multimedia

Czy Bluboo Maya Max jest urządzeniem multimedialnym? W zasadzie możemy powiedzieć tak o większości dostępnych na rynku smartfonach lub phabletach. Aby jednak uznać sprzęt za w pełni multimedialny, ten musi spełnić kilka warunków. Duży czytelny ekran to absolutny wyznacznik wygody w konsumowaniu multimediów. W tym aspekcie testowany Bluboo wypada naprawdę dobrze, ale prawdziwej “mocy” doszukiwałbym się gdzieś indziej…

Układ Hi-Fi NXP Smart PD, czyli DAC ze wzmacniaczem to coś, czego absolutnie nie spodziewałem się w sprzęcie, którego cena zamyka się w 900 zł. Bluboo Maya Max w mojej ocenie stanowi nie lada gratkę dla fanów czystości odtwarzanych dźwięków. Audiofile z pewnością dopatrzą się tutaj przekłamań, ale z punktu widzenia typowego usera tudzież power usera — jest naprawdę dobrze.

Bluboo Maya Max

Jeśli zamierzacie na recenzowanym smartfonie grać, będziecie zachwyceni. To iście prawdziwa przenośna konsola do gier. W urządzeniu zamknięto ośmiordzeniowy układ MediaTek MT6750 taktowany zegarem 1,5 GHz, grafikę Mali-T860, 3 GB RAM oraz 32 GB pamięci wewnętrznej. Na papierze wygląda to przeciętnie, ale w zestawieniu z niską rozdzielczością ekranu — ma realne przełożenie na wydajność. Wirtualna rozrywka w postaci gier wideo na Bluboo to prawdziwa przyjemność.

Aparat

W urządzeniu umieszczono matrycę od Sony, a konkretnie model IMX214 o rozdzielczości 13 Mpix, z której ujęcia doświetlane są dwiema diodami LED. Na uwagę zasługuje również cyfrowa stabilizacja wideo, która działa naprawdę dobrze. Jedyny minus, z którym wiąże się użytkowanie wspomnianego ficzera, to efekt zoomu (dwukrotnie przybliżenie). Sam aparat wykonuje poprawne zdjęcia, które mogą się podobać. Oczywiście jedynie w przypadku właściwego doświetlenia tematu. Fotki w niesprzyjających warunkach nie są mocną stroną Bluboo Maya Max.

Bluboo Maya Max

Przednia kamerka do rozmów wideo oraz zdjęć typu selfie to moduł o rozdzielczości matrycy równej 8 Mpix. Do działania tegoż elementu nie mam większych zastrzeżeń. W tej klasie cenowej nie spodziewałem się niczego specjalnego.

Bluboo Maya Max

Oprogramowanie

Podobnie, jak w innych tego typu urządzeniach, w Bluboo Maya Max znajdziemy prawie czystego Androida, wzbogaconego o Launcher pozbawiony siatki aplikacji. Wszystkie ikony lądują na pulpicie, co jest często spotykanym zabiegiem. Po wejściu w menu lub inne elementy “systemowe” spotkamy się ze świetnie znanym wyglądem Pure Android.

To, co mnie naprawdę zaskoczyło to brak jakiegokolwiek bloatware’u. Rzadko kiedy mogę “pobawić” się urządzeniem, w którym liczba dodatkowych, często śmieciowych aplikacji jest tak niska. Brawo dla producenta.

Bluboo Maya Max

Wydajność i bateria

W kwestii wydajności powtórzę to, co napisałem w sprawie gier, gdyż niemal idealnie obrazują one to, jak model radzi sobie ze stawianymi przed nim zadaniami. Jest naprawdę dobrze, w tej klasie cenowej wręcz doskonale. Gry, filmy, wielozadaniowość oraz ogólna responsywność systemu — każdy element działa tak, jak życzy sobie tego użytkownik. Skłamałbym, pisząc że nie spotkałem się z drobnymi przycięciami, lecz nie były one dokuczliwe i zdarzały się naprawdę rzadko.

Wbudowany w Bluboo Maya Max akumulator o pojemności 4200 mAh pozwalał mi na pełny dzień pracy na jednym ładowaniu. Patrząc na dane baterii, może wydawać się to mało. Pamiętajcie jednak, że mowa tutaj o stosunkowo intensywnym użytkowaniu ekranu o przekątnej 6-cali. Sprawę ratuje nieco niska jego rozdzielczości. Podsumowując — jest standardowo.

Podsumowanie

Czy mogę z czystym sumieniem polecić zakup Bluboo Maya Max każdemu? To zależy…

Każdy zainteresowany zakupem testowanego przeze mnie modelu musi zdawać sobie sprawę z pewnych ograniczeń. Nie przyćmiewają one co prawda zalet, jednak warto o nich wspomnieć. Niska rodzielczość ekranu przy przekątnej 6-cali potrafi być dokuczliwa, co jest, a właściwie może być ogromną wadą. Z drugiej strony, nie każdy potrzebuje ostrego jak brzytwa obrazu. Egzotyczność producenta jest pewnego rodzaju niewiadomą pod kątem przyszłego wsparcia. Wiąże się też z brakiem efektu “wow” wśród znajomych lub przeciwnie — z nadmiernym często pozytywnym zainteresowaniem Bluboo Maya Max.

Bluboo Maya Max

Jeśli natomiast powyższe wady nie są dla nas przeszkodą, szukamy dużego phabletu, nie dysponując przy tym odpowiednimi kwotami — zakup Bluboo Maya Max wydaje się tu wręcz idealnym wyjściem. Tym bardziej że jakoś wykonania stoi tutaj na wysokim poziomie.

Plus:

  • Pojemna bateria
  • Duży ekran
  • Sensowna wydajność
  • Jakość wykonania
  • Świetny czytnik linii papilarnych

Minusy:

  • Niska rozdzielczość wyświetlacza
  • Aplikacja aparatu trąci myszką

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

558 More posts in Sprzęt category
Recommended for you
cyberprzestępczość
Komputery kwantowe – nadzieja czy zagrożenie cyberbezpieczeństwa?

Wyścig do stworzenia pierwszego powszechnie stosowanego komputera kwantowego trwa - być może wkrótce poznamy producenta,...