W krainie wody i ognia – wystawa „Pompeje – życie w cieniu wulkanu”

Orgiastyczny i rozpustny świat, zanurzony w spokojnych wodach Morza Śródziemnego, zalany nagle potężnym i gwałtownym wybuchem wulkanu – ziemia wypalona wściekłym gniewem bogów, jak wtedy myślano.  Co z tego potrafi oddać wystawa „Pompeje – życie w cieniu wulkanu”?

Tytułowe miasto znane jest głownie ze zniszczenia, jakie je spotkało w, do dzisiaj dla nas dość tajemniczych, czasach Antycznych. Patrzymy na tamte zdarzenia zupełnie inaczej niż ówcześni ludzie dla których wybuch Etny był okropną tragedią – dla nas świetnie zachowane pozostałości po Starożytnej osadzie są przede wszystkim źródłem bogatej wiedzy o jednej z najważniejszych kultur, która zrodziła Zachodni świat i jego (przebrzmiewającą już) potęgę. To nasze podejście w znacznym stopniu zagłusza krzyki, jakie wybiegły z tysięcy gardeł pewnej ciepłej nocy, dla jednych spokojnej i cichej, dla innych ciężkiej od lubieżnej, wyuzdanej miłości – Pompeje bowiem były przede wszystkim znane jako kurort słynący z rozpusty.

Wystawa „Pompeje – życie w cieniu wulkanu” – którą można obejrzeć na Stadionie Narodowym w Warszawie do końca października – stara się wiernie zarysować te aspekty. Składa się prawie wyłącznie z prezentacji multimedialnych, zanurzonych, tak jakby, w wodnym świecie i stawiających na dużą interaktywność – obrazy na ekranach włącza się poprzez dotknięcie ich ręką, przejście po nich, wykonanie jakiegoś ustalonego gestu. Oprócz tego możemy też „zwyczajnie” oglądać fragmenty z życia mieszkańców, przed, w trakcie i po katastrofie (w tym ostatnim przypadku są to zachowane przez lawę skamieliny ich ciał w momencie śmierci, postaci wyglądają albo jakby były poskręcane z bólu, albo też jakby były zanurzone w spokojnym wiecznym śnie). Bardzo dużo eksponatów przedstawia sceny o charakterze seksualnym – bogów, półbogów, przeróżne stwory i zwykłych ludzi w mocno nieprzyzwoitych (z punktu widzenia naszej moralności) aktach, w kompozycjach składających się nawet i z tuzina spółkujących postaci, dość często dodatkowo z akcentem położonym na organy intymne (ogromne fallusy, itp.). Ciekawą rzeczą są okulary VR, które pozwalają naokoło siebie widzieć palące się miasto podczas ucieczki z niego; na stanowisku głównego sponsora, którym jest Samsung można też sobie zrobić pamiątkowe zdjęcie, wcielając się przy tym w postać Rzymianina. Jak dowiedziałem się od organizatorów, podobno „Wirtualnymi Pompejami” są zachwyceni przede wszystkim młodzi ludzie, którym odpowiada tego typu multimedialność i interaktywność. Mnie osobiście trochę rozczarował poziom animacji, w internecie, filmach czy grach, można zobaczyć rzeczy ewidentnie lepiej, bardziej dynamicznie i bardziej przekonywująco zrobione. Nie do końca też potrafiłem się wciągnąć w wizję, która została mi zaproponowana (choć takowa jest pomyślana całkiem nieźle). Ogólnie rzecz biorąc wystawa może się podobać , jeśli jesteście maniakami wszelkich technicznych nowinek i ich zastosowań, w innym przypadku nie jestem pewien czy jest to coś, co zapamiętacie na długo. Jeśli jesteście ciekawi jak „Pompeje…” wyglądają „w obrazach” zapraszam do naszego krótkiego filmu poniżej, w nim także będziecie mogli zobaczyć wywiad z jednym z organizatorów, panem Maciejem Turnowieckim z Art Production.

http://www.youtube.com/watch?v=nQFy1ICgmok

Jeśli chcecie możecie także sprawdzić, jakie elektroniczne „zabawki” Samsunga można nabyć w naszym sklepie internetowym (bezpośredni link tutaj).

Źródła (zdjęcia): wystawapompeje.pl, focus.pl.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

248 More posts in Wydarzenia category
Recommended for you
Statystycznie w co 8. smartfonie na świecie jest polska miedź lub srebro

W swoim wystąpieniu podczas panelu "Jakim krajem będziemy w 2050 roku?" szef KGHM zwrócił uwagę,...