Koniec Fortnite

Koniec Fortnite – czarna dziura i miliony wkurzonych graczy

Takiego obrotu spraw, chyba nikt się nie spodziewał. Dość niespodziewanie nastąpił bowiem koniec Fortnite w formie, jaką znali i do której przyzwyczajeni byli gracze. Od kilku godzin nie mogą już bowiem uczestniczyć w rozgrywkach Battle Royale, a jedynie patrzą się na czarną dziurę. Czy to oznacza, że jedna z największych gier w historii została na stałe uśmiercona?

Koniec Fortnite
Fot. Fortnite / The Verge

Fortnite wciąga i to jak mało która produkcja. Teraz jednak wiele milionów osób czeka przymusowy detoks od rozgrywki, a wszystko za sprawą końca świata, który przygotował dla nich Epic. Dopiero co miał wystartować kolejny sezon w grze, a tymczasem nie dzieje się w niej… nic. Firma postanowiła z przytupem pokazać graczom, że ma na siebie pomysł i nie boi się go zrealizować, choć mogą na nich spaść za to gromy. O co dokładnie chodzi?

Koniec Fortnite

Koniec Fortnite wyglądał „epicko”, choć nie tak spektakularnie, jak można by się było tego spodziewać. Epic Games od jakiegoś już czasu zwiastowało nadchodzące w grze zmiany, publikując wpisy o dziwnej tematyce. Jednym z nich był „The en dis near”, czyli „koniec jest bliski”, a wszyscy interpretowali go jako zapowiedź kolejnego sezonu w grze. Tymczasem w niedzielę stało się coś znacznie bardziej interesujące, a mianowicie wszystko… zniknęło. Gracze obserwujący lub biorący wtedy udział w rozgrywce, mogli to obserwować z bliska. Ci, którzy próbowali się później zalogować, niestety, ale napotykali tylko informację o problemach technicznych.

Jak nastąpił koniec Fortnite? Dość widowiskowo, bo na niebie pojawiły się kolejne wyrwy, a z nich zaczęły wylatywać rakiety oraz meteor. Kiedy ten uderzył w mapę, pojawił się czarna dziura, która wessała wszystko wokół, a obecnych na terenie graczy wyrzuciła w powietrze tak, by mogli oglądać całe widowisko z bezpiecznej odległości. Kiedy gracze spodziewali się kolejnej aktualizacji i wprowadzenia do 11 już sezonu, czekała ich przykra niespodzianka. Serwery są na razie wyłączone, a cała sytuacja może potrwać jeszcze kilka dni. Nikt chyba jednak nie wątpi w to, że taki koniec Fortnite nie jest możliwy. To zbyt duże pieniądze, by od tak z nich zrezygnować.

Co dalej z Fortnite?

W sieci już pojawiły się pierwsze teorie spiskowe, ale trzeba przyznać, że niektóre z nich są przynajmniej zabawne. Jedna z nich mówi o tym, że za wyłączenie serwerów odpowiedzialny jest Elon Musk, który kupił firmę i postanowił wszystko zakończyć. To oczywiście żart, bo koniec Fortnite, uderzenie meteoru oraz czarna dziura, to wstęp do kolejnej, dużej aktualizacji. Innego wyjścia nie widzimy, bo z takich przychodów Epic Games w życiu nie chciałoby rezygnować.

Wiele wskazuje na to, że Fortnite powróci w najbliższy czwartek, czyli 17 października. Fani znaleźli bowiem w kodzie gry zapis, który na to wskazuje, choć oficjalnego potwierdzenia jeszcze nie ma. Nawet konto na Twitterze zostało czasowo pozbawione wpisów i zapanowała tam cisza, co jest dość niecodzienne w przypadku tej firmy. Prawdopodobnie Epic Games przygotowuje się do wprowadzenia bardzo dużej aktualizacji, która wiele zmieni w świecie gry. Niewykluczone też, że zmiany będą na tyle istotne, że będziemy mogli mówić o Fortnite 2.

Dramat streamerów

Dla wielu osób, a w szczególności dla tych, którzy zajmują się stremowaniem rozgrywki w sieci, taki obrót spraw nie jest najlepszy. Są czasowo wyłączeni z gry, która zapewniała im setki tysięcy oglądających. Stream z końca świata w Fortnite oglądały miliony, a to świadczy o niesłabnącej popularności gry. Zobaczymy, kiedy Fortnite powróci i co przyniesie, bo to, że powróci, jest niemal pewne.

Nowe komputery, konsole oraz gry, znajdziecie w naszym sklepie internetowym, wchodząc pod ten adres.

Źródło: The Verge / Epic Games / Opracowanie własne

Dodaj komentarz

1244 More posts in Gry category
Recommended for you
HP OMEN 27c Gaming Monitor – nowy monitor dla najbardziej wymagających graczy

HP prezentuje OMEN 27c Gaming Monitor dla najbardziej wymagających graczy Firma HP wciąż udoskonala i...