Recenzja Days Gone – czy patche coś zmieniły? Tak, ale nie jest idealnie

Bend Studio bardzo długo podgrzewało atmosferę wokół swojego najnowszego tytułu. Zaczęło się od pokazu na targach E3, a potem maszyna marketingowa wystartowała z pełną parą. Produkcje ekskluzywne na PlayStation 4 niemal zawsze stały na najwyższym poziomie. Jak jest z tą? Oto nasza recenzja Days Gone, czyli postapokaliptycznego świata wypełnionego świrusami.

Recenzja Days Gone

Nie będziemy do końca obiektywni, bo uwielbiamy klimaty, które zaserwowało nam Bend Studios. Zniszczone i ogarnięte plagą lokacje zawsze robiły na nas niesamowite wrażenie. Niezależnie od tego, czy mówimy tutaj o grach, filmach czy książkach. To też bardzo wdzięczny temat dla twórców, którzy chętnie sięgają po sprawdzone rozwiązania. Apokalipsa jest jednym z nich. Zombie drugim, ale w tym przypadku Days Gone starało się uniknąć oczywistych schematów. Czy tytułowi się to udało?

Recenzja Days Gone

Nasza recenzja Days Gone mogła pojawić się już wcześniej, bo przecież tytuł miał swoją premierę z końcem kwietnia, ale z rozmysłem czekaliśmy trochę, by się wypowiedzieć. Dlaczego? Głównie dlatego, że co chwila pojawiały się kolejne łatki, które miały naprawić produkcję i pozbyć się z niej błędów. I częściowo patche te problemy faktycznie wyeliminowały, bo po instalacji każdej kolejnej łatki, zaczynaliśmy odczuwać większą przyjemność z grania. Czy dalej natrafialiśmy na błędy? Tak, ale przy tak wielkiej produkcji, są one nieuniknione. Fakt, że było ich całkiem sporo, ale nie zmniejszyło to naszej przyjemności z grania. Przynajmniej nie na tyle, by rzucić padem o podłogę i przestać.

Zanim jednak skupimy się na poszczególnych elementach samej produkcji, przypomnijmy czym w ogóle jest Days Gone. To gra z otwartym światem, gdzie gracz ma praktycznie nieograniczone niczym możliwości poruszania się. Robi to za pomocą Deacona St. Johna, czyli protagonisty Days Gone. To w pierwszej kolejności motocyklista i jeżeli ktoś oglądał chociażby serial Sons of Anarchy ten wie, czego można się po nim spodziewać. Facet ma swój honor, nie boji się komuś przywalić, kiedy zajdzie taka potrzeba, a i potrafi zabijać. Bracia są dla niego najważniejsi i zrobi dla nich wszystko, a konkretniej dla jednego z nich, czyli Boozera. Ten przez pierwsze minuty rozgrywki nam towarzyszy, ale później w większości będziemy musieli radzić już sobie sami.

Recenzja Days Gone

Fabuła Days Gone

Można by pomyśleć, że wystarczy wrzucić gracza w zniszczony świat, gdzie luzem latają zombie, a wszyscy będą zadowoleni. Niestety, ale tak to nie działa, a szczególnie w produkcji, gdzie to właśnie fabuła miała odgrywać pierwsze skrzypce. Tak przynajmniej zapowiadali przedstawiciele Bend Studio i częściowo udało im się obietnicy dotrzymać. Częściowo, bo niestety im „dalej w las”, tym więcej klisz i sprawdzonych rozwiązań. Nie zrozumcie nas źle. Przecież The Last of Us także w niektórych momentach opierało się na schematach, co zresztą w każdej formie przekazywania konkretnej opowieści występuje. Czasem w mniejszej, a czasem w większej dawce. W przypadku Days Gone to niestety ten drugi przypadek.

Będziemy jak ognia omijali tematy, które mogą wam zdradzić zawiłości fabuły, ale część z nich zdradzić po prostu musimy. Nie wychodzą one jednak poza to, co mogliście widzieć na trailerach produkcji. Deacon na samym początku gry staje przed trudnym wyborem, a tak przynajmniej miało to wyglądać w zamyśle twórców, bo gracz tym wyborom tylko się przygląda. Bohater w dniu, kiedy jego życie zmieniło się na zawsze, opiekuje się ranną żoną. Sarah została dźgnięta w brzuch, wokół nich zaczyna się piekło związane z epidemią zarażonych, a on sam nie wie co zrobić. Trafiają na helikopter, ale ten może zabrać tylko dwie osoby na pokład, a bohaterów jest trójka. Gdzieś tam w tle jest jeszcze Boozer, a Deacon ma swój honor i nie pozwoli przyjacielowi zostać samemu.

Prowadzenie fabuły, a wciągająca rozgrywka

Sam pomysł, żeby postawić bohatera przed trudnym wyborem moralnym już na samym początku gry, jest świetny. Niestety, ale odnosimy wrażenie, że Bend Studio nie wiedziało, jak ten pomysł przekuć w coś, co wciągnie gracza i jednocześnie pozwoli mu na rzucenie się w wir akcji. Gracz bowiem tylko patrzy na rzeczy dziejące się na ekranie, a nie może w nich brać udziału. To niestety powtarza się jeszcze kilkukrotnie podczas całej rozgrywki, co sprawia, że zaczynamy się… nudzić. Nie jakoś strasznie, ale zauważalnie.

Recenzja Days Gone

Nam znacznie lepiej grałoby się wtedy, kiedy moglibyśmy coś zrobić. Tutaj idealnym przykładem na takie mocne, otwierające wejście, będzie The Last of Us. Tam też dało się przewidzieć rozwiązania fabularne, ale wtedy gracz zbyt mocno skupiał się na tym, żeby przeżyć. W Days Gone po prostu to ogląda i nie nawiązuje się nić emocjonalna pomiędzy nie, a Deaconem. Sarah jest nam zupełnie obojętna, a Boozer zwyczajnie… jest. Stoi gdzieś z boku, a my nie wiemy, czy mamy iść zaparzyć sobie herbatę czy może w końcu nasz pad zacznie reagować na polecenia.

Nie, nie jest źle

Ok., trochę narzekamy, ale finalnie nie jest tak źle. Faktycznie nie poczuliśmy się zżyci z Deaconem w tym samym stopniu, co z Joelem, ale to dalej bohater, którego da się lubić. Taki łobuz, ale o gołębim sercu. Zresztą twórcy gry robią wszystko, żebyśmy tak o nim myśleli. Główna akcja dzieje się bowiem dwa lata po wydarzeniach obserwowanych na początku. Deacon nie może przeboleć straty swojej żony i odwiedza miejsca, gdzie powinien znajdować się jej grób. Gracze mu oczywiście towarzyszą, ale studio zdecydowało się też na retrospekcje.

Tak jak wspomnieliśmy, recenzja Days Gone musi zawierać niewielki rodzaj spoilerów, więc teraz będzie jeden z nich. Podczas gry możemy obserwować to, jak rodził się związek pomiędzy Deaconem oraz Sarah. Niektóre ze scen starają się być emocjonalne, a niektóre zdają się być tylko zapychaczami. Jednak w każdym z nich możemy odnaleźć szczątkowe informacje na temat zdarzeń, które doprowadziły do epidemii. I tutaj zaczynam się domyślać, co takiego w warstwie fabularnej zgotowali nam twórcy. Nie chcemy w to wierzyć, bo wydaje się to aż nazbyt oczywiste, ale niestety zakończenie pokazuje, że mieliśmy rację. W Days Gone fabuła jest bowiem poprowadzona po najmniejszej linii oporu, choć ma kilka interesujących elementów, ale o tym za chwilę. Najważniejsze w grze jest bowiem nie to, co opowiada, ale to, jak wprowadza w klimat.

Recenzja Days Gone

Klimat apokalipsy

Tutaj nasza recenzja Days Gone będzie wyjątkowo przychylna. Bend Studio zrobiło bowiem kawał doskonałej roboty tworząc wycinek Oregonu. Dynamicznie zmieniająca się pogoda sprawia, że nigdy nie możemy czuć się bezpiecznie, a w szczególności po zmroku. Poruszanie się motorem po błocie różni się od tego, kiedy wjedziemy na asfalt. W tym wszystkim najbardziej uderza nie przywiązanie do detali, ale klimat, jaki udało się wokół opowieści zbudować.

Nie jest może tak, że nieustannie czujemy zagrożenie ze strony Świrusów, ale z całą pewnością czujemy niepewność. Nie zliczymy nawet ile razy kończyliśmy jakąś misję czy tankowaliśmy motor, a nagle coś nas atakowało. W Days Gone nie można czuć się po prostu bezpiecznie, bo na każdym kroku, coś na gracza czyha. I to cudowne rozwiązanie, które sprawia, że do tytułu chce się wracać. Nie po to, żeby sprawdzić, jak dalej potoczy się fabuła, ale żeby zobaczyć, czy kolejny fragment mapy nie ma dla nas jakiejś niespodzianki.

Zbuduj się sam

Jak przystało na gry z otwartym światem, nasz bohater musi się rozwijać. Może to robić na kilka sposobów, a jednym z nich jest zabijanie wszystkiego, co nawinie mu się pod lufę. Zdobywane punkty doświadczenia można przekuć na konkretne umiejętności, które rozwijane są w trzech płaszczyznach. Nie jest to może nowe rozwiązanie, ale daje frajdę graczom, bo przykuwa ich do ekranu. W końcu każdy chyba chce, żeby jego bohater był jak najsilniejszy, prawda? Umiejętności zresztą przydają się w walce o przetrwanie, bo Deacon może lepiej tropić czy walczyć wręcz. Im więcej punktów, tym lepiej.

Rozwijać bohatera będziemy także poprzez wykonywanie misji i zdobywanie zaufania w poszczególnych obozach. W zależności od tego, który nam się bardziej spodoba, będziemy dostawać inne możliwości. Bend Studio tutaj się bardzo ładnie popisało, bo postaci w tych właśnie obozach są dobrze sportretowane. Pokazano to, jak świat faktycznie mógłby wyglądać po apokalipsie i udowodniono, że największym i najniebezpieczniejszym zwierzęciem na Ziemi, jest człowiek. Warto rozwijać naszą postać poprzez wykonywanie misji pobocznych, bo wtedy dostaniem możliwość tworzenia lepszych broni, większych zakupów czy szybszej regeneracji. W obozach też naprawimy nasz motor.

Recenzja Days Gone

Motocykl – twój jedyny przyjaciel

Teren gry jest całkiem spory, a poruszanie się po nim na piechotę to męczarnia. Trzeba dbać o nasz motor, bo inaczej szybko pożegnamy się ze światem żywych. Często w Days Gone jedyną drogą do przetrwania jest bowiem ucieczka, a ta najlepsza jest na dwóch kółkach. Po mapie rozsiane są różne rzeczy, a złom tam znaleziony, posłuży nam do naprawy motocykla. Ten ma tendencję do psucia się, a w szczególności na początkowych etapach gry, gdzie poruszamy się złomem. Wraz ze zdobywaniem środków oraz doświadczenia, będziemy mogli robić nasz motocykl wytrzymalszym, cichszym i przede wszystkim szybszym.

Samo prowadzenie go po terenach Oregonu nie jest łatwe, bo zapewniamy was, że nie jeden raz wpadniecie na drzewo czy głaz. Z czasem będzie łatwiej, a w szczególności, kiedy już sprzęt będzie naprawdę wypasiony. Na to przyjdzie nam wprawdzie trochę poczekać, ale zapewniamy was, że warto. Sama naprawa motocykla to nic skomplikowanego, bo nie musimy szukać konkretnych części, wystarczy wspomniany wyżej złom. Jeden przycisk na padzie i gotowe. Podobnie sytuacja wygląda z benzyną. Ta kończy się tragicznie szybko. Przejeżdżacie dwa, trzy kilometry, a bak świeci pustkami. Paliwa jednak nie zbraknie, bo są stacje benzynowe, a i same kanistry można znaleźć porozrzucane po całym terenie. Trochę to zbyt proste, ale rozumiemy intencję twórców. Chciano, żeby gracz czuł desperację, ale na normalnym trybie trudności jej nie czuje.

Przeciwnicy

Tutaj jest ich kilka rodzajów. Horda, która pojawia się w ogromnej liczebności pojawia się tak naprawdę dopiero pod koniec opowieści, a może inaczej, my pod koniec jesteśmy w stanie z nią sobie poradzić. Świrusy są nieustępliwe, a Traszki zaatakują nas w najmniej spodziewanym momencie, jeżeli wejdziemy na ich teren. Walka z każdym rodzajem przeciwnika jest trochę inna, ale dość szybko opanujemy to, jak radzić sobie w świecie Days Gone. W późniejszych etapach będziemy wręcz wypatrywali wrogów.

Jeżeli chodzi o ludzi, to oni także potrafią nieźle napsuć nam krwi, ale zdecydowanie łatwiej sobie z nimi poradzić, niż z zarażonymi. Są po prostu wolniejsi, ale obu frakcjom brakuje… inteligencji. Kilka razy zdarzyło nam się bowiem, że ludzie wchodzili nam prosto na linię strzału. Po kilka osób pod rząd. Czasem też nie byli w stanie nas zauważyć, kiedy kucaliśmy za beczą, a oni stali dziesięć centymetrów od nas. Takie błędy trochę zniechęcają do dalszej rozgrywki, bo nie mamy tutaj żadnej ambicji, by zacząć się starać. Wystarczy odpowiednio się dozbroić, a eliminacja całego obozu pójdzie nam wyjątkowo łatwo. Nasi sprzymierzeńcy także nie są zbyt inteligentni i czasem trzeba się solidnie namęczyć, żeby robili to, co chcemy.

Recenzja Days Gone

Oprawa graficzna

Tutaj trudno się do czegoś przyczepić, bo choć Days Gone nie stoi na takim samym poziomie, jak chociażby God of War, to dalej ma miejsca, które potrafią wywołać zachwyt. Czasem pojawiają się problemy z teksturami, które doczytują się zbyt późno, ale można przymknąć na nie oko. Gorzej niestety jest ze spadkami klatek na sekundę. Te na normalnej wersji PlayStation 4 zdarzają się dość często i to w momentach, gdzie tak naprawdę nic się nie dzieje. Ot, zwykła jazda motocyklem. To potrafi drażnić, ale też da się z tym żyć.

Grafika w połączeniu z oprawą muzyczną i dźwiękową sprawia, że aż chce się do tytułu wracać. Zadania poboczne oraz główny wątek fabularny potrafią wciągnąć, choć nie tak mocno, jak się spodziewaliśmy. Jednak klimat opowieści jest na tyle interesujący, że trudno nam było się od niej oderwać.

Werdykt

Nasza recenzja Days Gone nie da wam odpowiedzi na to, czy powinniście kupić grę. O tym musicie zadecydować sami, ale naszym zdaniem, jest ona warta tego, by ją poznać. Przede wszystkim ze względu na klimat oraz samo umiejscowienie akcji. Lasy Oregonu wyglądają przepięknie, a granie w Days Gone w środku nocy może sprawić, że na waszej głowie pojawi się kilka siwych włosów. Tak, gra dalej ma niewielkie problemy ze swoim działaniem i trochę bugów, ale nie przeszkadzają one w rozgrywce na tyle, by ją porzucić.

Days Gone to naprawdę kawał solidnej produkcji, którą warto znać i którą warto ograć. Szczególnie wtedy, kiedy lubimy klimaty postapokaliptyczne i jazdę na motocyklu. Wtedy mamy tytuł niemal idealny. Gra doskonale się sprzedaje, więc liczmy na kontynuację, która naprawi błędy poprzedniczki. Wtedy będziemy mogli mówić o czymś, co spełniło w pełni nasze oczekiwania. Teraz jest bardzo dobrze, choć mogłoby być lepiej.

Nowe gry oraz konsole znajdziecie w naszym sklepie internetowym, wchodząc pod ten adres.

Źródło: Opracowanie własne / Bend Studio / Sony PlayStation 4

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

1019 More posts in Gry category
Recommended for you
Oddworld Soulstorm
Oddworld Soulstorm – Abe powraca, ale mu się nie śpieszy

Istnieją takie produkcje, które nawet po wielu latach od ich premiery, dalej wywołują ciepłe skojarzenia....