There is a road in the hearts of all of us – Oddworld Stranger’s Wrath

Podczas wielu lat mojej styczności z grami miałem okazję poznać naprawdę wyjątkowe tytuły i zapamiętać je dzięki unikalnym doświadczeniom, jakie oferowały. Takie gry, prawdę mówiąc, cenię najbardziej. Jedną z nich jest Oddworld: Stranger’s Wrath.

 

Oddworld Inhabitants to developerzy odpowiedzialni za całą serię gier toczącą się w tytułowym Dziwnym Świecie. Głównym designerem i reżyserem cyklu jest Lorne Lanning, który zasiada za sterami studia już od czasu Oddworld: Abe’s Odyssey wydanego na pierwsze Playstation. Dziś, chciałem skupić się na grze z 2005 roku rozgrywającej się w świecie Oddworld: Stranger’s Wrath. Tytuł wyszedł pierwotnie tylko i wyłącznie na pierwszego Xboxa, wydany przez EA Games i zebrał bardzo pozytywne recenzje, jednak nie zdobył masowej popularności. Prawdopodobnie, jak większość gier z serii Oddworld, był na to po prostu za dziwny. Przy okazji jest też jedną z najlepszych gier osadzonych w realiach dzikiego zachodu, ale o tym przyszło nam się przekonać dopiero po paru latach, kiedy fani poprosili o wydanie remake’u HD gry. 

Ze Strangerem zetknąłem się niedługo po oryginalnej premierze gry. Rok 2004 to jeden z najlepszych okresów w historii gier konsolowych i komputerowych w mojej opinii; wystarczy spojrzeć na line-up wysokobudżetowych tytułów – GTA: San Andreas, Metal Gear Solid 3, Far Cry, Half-Life 2, Doom 3, Riddick, Ninja Gaiden, Burnout 3 czy wiele innych gier na które nie znajdzie się miejsce w tym artykule. Przypomnę też, że były to czasy, kiedy w branży występowały dwa sezony ogórkowe i na samym początku roku producenci zazwyczaj odpuszczali odrobinę z premierami, żeby dać graczom spokojnie ograć tytuły ze świąt i późnej jesieni. Z racji tego wszystkie premiery między styczniem, a marcem były darzone troszkę mniejszą uwagą. W tym okresie, w styczniu 2005 roku, nadszedł Stranger’s Wrath, tytuł tak wyjątkowy, że oderwał mnie od kolejnego playthrough MGS3 oraz splitscreenu w Burnout 3 i zaciągnął po raz kolejny do Oddworldu.

Stranger’s Wrath opowiada historię łowcy nagród bez imienia: jedyne co o nim wiemy, to że wołają na niego Stranger (obcy), oraz że zbiera pieniądze na bliżej nieokreśloną operację, która jest mu niezbędna do przeżycia. Na samym początku gry przed sobą mamy tylko zbiór zadań polegających na złapaniu bandytów, za którymi zostały wystawione listy gończe, żywych lub martwych. Jak to zrobimy zależy tylko i wyłącznie od nas.

 
 
Gra, w poszukiwaniu kolejnych celów, zabiera nas przez rejony Oddworldu inspirowane Dzikim Zachodem, a w szczególności doliną rzeki Missisipi (tu nazywaną Mongo River), którą przemierzymy zaczynając od wyludnionego południa i kończąc na zimnej północy. Gra w pewnym momencie znacznie się zmienia; oferując jeden z najbardziej przemyślanych, dopracowanych twistów w historii tego medium oraz pozwala nam zobaczyć przemierzany świat z dwóch perspektyw; zarówno łowcy jak i zwierzyny. Nie mogę niestety pójść dalej w opisie historii Strangera bez ciężkich spoilerów, jednak polecam każdemu, kto docenia oryginalne rozwiązania narracyjne, żeby na własnej skórze sprawdził historię Strangers’s Wrath. Trudno w jej przypadku nie zauważyć inspiracji westernami Sergio Leone i postacią Bezimiennego, a w szczególności filmem Dobry, Zły i Brzydki. Nigdy nie poznajemy prawdziwego imienia Strangera, nasz bohater jest łowcą nagród, a jego gustowne ponczo i firmowa małomówność nie pozostawiają żadnych wątpliwości – dzięki Clintowi Eastwoodowi oraz Sergio Leone wszystkie media popkulturowe mają możliwość korzystania z archetypów pokazanych w ich filmach.
 
http://www.youtube.com/watch?v=mvRW9s6f9O0
Gra jest hybrydą FPSa i klasycznego action-adventure ukazanego z perspektywy trzeciej osoby. Między widokami możemy się dowolnie przełączać, przy czym domyślnie perspektywa trzeciej osoby ma zastosowanie w eksploracji oraz skradaniu, a widok „z oczu” służy do walki i rozwiązywania nieskomplikowanych puzzli. Poszczególne elementy mechanizmów gry są wykonane poprawnie, jednak każdy z nich mógłby być nieco bardziej dopracowany. Nie można im natomiast zarzucić, że psują przyjemność z rozgrywki, ponieważ cały czas autorzy stawiają na zróżnicowanie wyzwań przed którym zostaje postawiony gracz, a dzięki temu nie spędzamy za dużo czasu wykonując jedną czynność. Tytuł, jak każda część serii Oddworld, ma wyjątkowe mechanizmy, które mają świadczyć o jego unikalnym charakterze: kuszę, do której amunicją są żywe stworzenia, specyficzny model poruszania się głównego bohatera, a także przenośny odkurzacz służący Strangerowi do przetrzymywania schwytanych bandytów. Najciekawszą rzeczą z powyższych jest oczywiście kusza na żywą amunicję – Stranger może w każdej chwili znaleźć jedno z tuzina stworzeń służących mu za pociski i wykorzystać je w różnych celach. 

Pierwszym z nich jest oczywiście walka z przeciwnikami; tu każde stworzenie ma własne zastosowanie: są takie, które wiążą lub ogłuszają przeciwników, inne ich wabią, a jeszcze inne pozwalają na zastawianie pułapek. Nasza żywa amunicja służy też do pokonywania przeszkód postawionych przez twórców, a zwłaszcza do rozwiązywania prostych puzzli. Wśród naszego inwentarza wyróżniają się niektóre rodzaje „pocisków”: żądlące osy, śmierdzące skunksy, słodkie wiewiórki, służące do przyciągania uwagi przeciwników czy pająki, związujące naszych wrogów siecią. To naprawdę dziwny świat, a perfekcyjne wykonanie i wcielenie do gry tego rodzaju mechanizmów tylko pomaga określić jego charakter. Bardzo ciekawym rozwiązaniem jest też sposób poruszania się głównego bohatera w perspektywie trzeciej osoby; otóż Stranger, gdy tylko ma więcej przestrzeni zaczyna biec na czterech łapach jak kot, co umożliwia szybkie zwiedzanie lokacji, a także dotarcie we wcześniej niedostępne miejsca. To wszystko, połączone w całość, powoduje, że gra posiada swój własny unikalny czar, a jej jakość jest wystarczająco dobra, żeby w połączeniu ze wspomnianym czarem, stworzyć tytuł, który zapamiętałem na lata.

 

Gra w momencie premiery posiadała naprawdę śliczną grafikę; taką, która ograniczyła jej wydanie tylko do pierwszego Xboxa (była planowana wersja na PS2, jednak konsola zupełnie nie radziła sobie z teksturami i ilością obiektów na ekranie, w związku z czym projekt został przerwany). Wykonanie części Oddworldu, która miała reprezentować Dziki Zachód jest doskonałe – zwiedzimy zakurzone miasteczka, opuszczone kaniony, gęste lasy i polany nad rzeką Mongo, czy w końcu mroźną północ. Szczegółowość i dyrekcja artystyczna mogą do dziś zrobić wrażenie, szczególnie dzięki temu, że oprawa jest naprawdę spójna: oświetlenie, modele postaci i otoczenie zostało stworzone z przywiązaniem do szczegółu i staraniem utrzymania pewnego stylu, którym cechuje się Oddworld, z doskonałym efektem. Polecam wyprawę ze Strangerem choćby w jednym celu: zgubienia się w Dziwnym Świecie razem z jego najbardziej charyzmatycznym bohaterem, pomimo (a może właśnie dlatego), że ten przez całą grę wypowiada zaledwie kilka słów. Dla bardziej świeżych graczy jest dostępna wersja HD na komputery osobiste i konsole siódmej generacji, która została przygotowana bardzo starannie – jest płynna, ładnie wygląda i ma bardzo rozsądne wymagania.

Nie mogę się nadziwić, jakie gry kiedyś wydawało EA Games. Oddworld: Stranger’s Wrath w najlepszym wypadku miało szanse na umiarkowany sukces komercyjny, ale sama jakość i wyjątkowy klimat tytułu są wystarczające, aby gra zajęła bardzo ważne miejsce w historii nowoczesnego action-adventure.

 
 
 
 
 
 

___________________

Zapraszamy również do polubienia naszego profilu na Facebooku oraz do zapoznania się z ofertą naszego sklepu internetowego.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

1241 More posts in Gry category
Recommended for you
HP zapowiada liczne nowości dla graczy, w tym pierwszy laptop gamingowy o przekątnej 16”

Wkrótce na rynku pojawią się m.in. nowy laptop OMEN 15, monitor HP X24c, mysz OMEN...