„Walc stulecia”, czyli nie zatrać się w świecie VR

Wyobraźmy sobie, że tworzymy coś, ale nasz twór wymyka nam się spod kontroli i zaczyna nas wciągać. Rzeczywistość myli się nam z wirtualnym światem. Zapominamy o rodzinie, mamy problemy w pracy, ale jedyne co się dla nas liczy, to możliwość szybkiego zagłębienia się w grze.

Nie, to nie będzie tekst o zgubnym wpływie gier wideo na psychikę ludzką, czy inna tego typu papka, bo takich treści znajdziecie w sieci całe mnóstwo. Chcę się z Wami podzielić przemyśleniami na temat książki, którą dawno temu ktoś podarował mi na prezent urodzinowy. Na potrzeby innego portalu napisałam wtedy jej recenzję. Dziś, kiedy wirtualna rzeczywistość coraz drapieżniej próbuje wtargnąć do naszych domów, warto ponownie sięgnąć po „Walc stulecia” Rafała A. Ziemkiewicza.

Główny bohater książki, Orin, jest zwyczajnym, niczym nie wyróżniającym się mężczyzną. To możesz być Ty lub mój sąsiad. Ma jednak pewną cechę, a mianowicie analityczny umysł, skoncentrowany na tworzeniu gier komputerowych. Orin żyje w świecie naszpikowanym technologią, gdzie wirtualne awatary zastępują śmiertelników. Chociaż jest nieciekawym facetem, ma piękną żonę, Malaspinę. Dba ona o męża i w przeciwieństwie do niego osiąga zawodowe sukcesy. Spytacie pewnie, czym zajmuje się w takim razie Orin Bethlen na co dzień. Jest programistą i artystą konceptualnym w firmie AC Games. Szefostwo zleciło mu stworzenie gry, która ma przynieść firmie sukces. Zamiast tego mężczyzna stworzył coś, co w mniemaniu graczy było zbyt skomplikowane, a przecież należy karmić ich tylko prostymi tytułami. Orin, jak każdy twórca, nie chce porzucić swojego dziecka, którym jest „Walc stulecia”. Za wszelką cenę, nawet kosztem problemów małżeńskich, stara się dokończyć wirtualny system.

„Walc stulecia” coraz bardziej wchłania w swój świat Orina. Już nie wiadomo czy mężczyzna jest sobą, czy swoim awatarem. Wirtualny taniec trwa, wszyscy się kołyszą… Bohater Bethlena poznaje w tym innym, być może lepszym świecie, kobietę. Czy jest awatarem, czy też skrywa jakąś nie do końca jasną historię? Tego Wam nie zdradzę, ale zanim zagłębicie się w świat wirtualnej rzeczywistości, dwa razy pomyślcie, bo może to być koniec Waszego życia lub początek czegoś nowego… Jeszcze minie bardzo dużo czasu nim będziemy mogli powiedzieć: VR, Ty masz mnie na własność. Jeśli jeszcze do tego dodamy kontrast pomiędzy futurystyczną przyszłością, gdzie technologia rządzi w każdej strefie życia, a chylącą się ku upadkowi Europą epoki fin de siècle, to mamy kolejną zachętę, by chwycić po tę książkę.

 

_____________________

Zapraszamy do naszego e-sklepu, gdzie znajdziecie szeroki wybór sprzętu w bardzo atrakcyjnych cenach. Polecamy również profil Vip Multimedia na Facebooku.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

445 More posts in felietony category
Recommended for you
Subskrypcja VOD
Subskrypcja VOD ma także wady, o których często zapominamy

Ostatnie kilka lat pokazuje, jak łatwo zachłysnąć się czymś nowym i pozornie wygodnym, by nagle...