Wojna redaktorów: Keynote Apple – warto było czekać?

Keynote Apple jak zwykle sprawiła, że cały świat zaczął mówić o gigancie z Cupertino. Dlaczego tak się dzieje i czy aby na pewno zaprezentowane nowości są tym, czego oczekiwali użytkownicy? Przeczytajcie, jak podzieliło to naszą redakcję i dlaczego o mało się nie pobiliśmy!

Wojna redaktorów keynote Apple

Jednego nie da się odmówić keynote Apple – potrafi zrobić wrażenie. W przeciwieństwie do tego, co zrobiło na swoim wydarzeniu Google, sadownicy wiedzą doskonale, jak sprzedać swoje pomysły. Przypatrujemy się im i zastanawiamy, czy aby na pewno warto było czekać.

Keynote Apple WWDC18

Bartosz: Czy nie odniosłeś wrażenia, że konferencja Apple równie dobrze mogłaby się w ogóle nie odbyć? Zapewne pamiętasz ile rzeczy działo się podczas wydarzenia Google i jak szeroko był komentowany chociażby Duplex. Nie wiem jak ty, ale wydaję mi się, że w przypadku WWDC18, dostaliśmy tylko kilka udogodnień, które nie zmienią nic. Ot, takie ulepszacze życia i rozwiązywanie #firstworldproblems.

Marcin: Tak, zgodzę się z tobą. W przypadku WWDC18 otrzymaliśmy udogodnienia. Czy na pewno nie zmieniają one nic? “Ulepszacze” życia i rozwiązywanie pozornie banalnych problemów użytkowników to domena Apple od 2007 roku i jak widać, firmie wychodziło to na dobre. Userom również. Choć jestem wielkim fanem Google, muszę przyznać, że produkty giganta z Mountain View w lwiej części przypadków tkwią w wiecznej fazie beta. Duplex? Argumentem stanowiącym o wyższości eventów Google’a nad eventami Apple’a stanie się, dopiero kiedy działanie ficzera będzie “realne”. Na razie jest to jedynie skromna obietnica. Słyszałeś doniesienia o nie do końca uczciwym przedstawieniu funkcji na konferencji? Apple na taki fail by sobie zwyczajnie nie pozwoliło.

Ok, zabrakło prezentacji nowych sprzętów. O iPhonie SE 2018 i gruntownym odświeżeniu konstrukcji mówiło się od dawna i wielu zawiodło się tym, że Tim Cook na Keynote skupił się wyłącznie na kwestiach software’owych. Czy te są niewiele znaczącymi dodatkami? Chcesz, żebym wypunktował, które z nowości zmienią w sposób dla mnie istotny mój workflow oraz codzienne czynności?

Co zmienia się w OS?

Bartosz: Istnieje szansa, że wiele z rzeczy, które pojawiły się na keynote Google, może nie pojawić się w przyszłości, ale nie nazwałbym tego “nie do końca uczciwym”. Tak naprawdę, my jako użytkownicy, widzimy tylko część z tego, co robią developerzy. Być może wiele z tego, co pokazywane jest jako funkcja, która nigdy nie pojawia się np. na Androidzie, trafia gdzie indziej. No ale wróćmy do meritum, bo zaraz zaczniemy rzucać w siebie ołówkami. I tak, szczerze mnie interesuje z czego będziesz realnie korzystał w codziennym życiu? Bo chyba nie z nowych emoji? I tak, wiem, że Google też się tym chwali, choć absolutnie nie mam pojęcia dlaczego!

Marcin: Bez zbędnego lania wody…

  • Grupowanie powiadomień — tego brakowało mi po przesiadce z Androida i uważam to za niesamowite usprawnienie zarówno mojej pracy jak i życia prywatnego.
  • Skróty Siri — wiem, że to powielanie IFTTT, ale przemawia do mnie możliwość konfigurowania komend wydawanych asystentowi.
  • Metrówka i szerokopojęte AR — nie oszukujmy się, poziom rozwoju rozszerzonej rzeczywistości w wykonaniu Apple gniecie to, co oferuje konkurencja. Sam naprawdę często korzystam z tego typu ficzerów.
  • Ciemny motyw — zagości macOS Mojave. Wiem z doświadczenia, że ciemna kolorystyka sprzyja wygodniejszej pracy.
  • Stosy na biurku — choć dbam o porządek pulpitu w macOS, zdarza mi się zrobić na nim bałagan. Ta funkcja zautomatyzuje to, co musiałem czynić ręcznie.
  • Nowe zrzuty ekranowe — wykonuje od kilku do kilkudziesięciu screenów dziennie. Możliwość wygodniejszego zarządzania tym procesem jest dla mnie zbawieniem.
  • Notatki głosowe — nowa aplikacja, apka dla macOS oraz synchronizacja w chmurze.
  • Fider — przejrzyste wyświetlanie danych exif ze zdjęć, bez potrzeby wchodzenia w głębsze menu.

Ale to już było!

Bartosz: Korzystasz z Siri? Zastanawiam się, jak asystent współpracuje z innymi aplikacjami, bo trudno mi sobie wyobrazić, że działa tak dobrze, jak asystent google. Mam nadzieję, że ten już niedługo będzie w pełni działał po polsku, bo obaj wiemy, że to już się dzieje. Grupowanie powiadomień już od chyba Android 7.0 jest dostępne, ale rozumiem twój ból, bo to że Google to wprowadziło, nie oznaczało, że znalazło się na twoim smartfonie. Sam borykam się z tym problemem, bo aktualizowanie systemu to najgorsze, co spotkało Androida. Bez Pixela ani rusz, choć i tak nie ufam do końca Google, że będzie wspierał sprzęt tak długo, jak robi to Apple. Za to należą się sadownikom solidne brawa. Metrówka mnie nie rusza, chyba jestem za stary na to, żeby przesiąść się z tradycyjnej na tą wirtualną. AR świetnie spisywało się będzie w grach, ale w codziennym życiu boli mnie to, że robi z ludzi idiotów. Oczywiście nie zawsze, bo i przyda się profesjonalistom, ale kiedy widzę, jak na stronie Apple pokazują mi, że potrzebuje AR, by znaleźć bramkę na lotnisku to krew mnie zalewa.

Ja wiem, że technologia ma nam ułatwiać życie, ale teraz chyba zmierzamy w kierunku totalnego zidiocenia, a za parę lat dzisiejsze nastolatki nie będą w stanie odczytać rozkładu autobusów. I nie odpowiadaj mi, że to niepotrzebne, bo mogą sobie sprawdzić w necie. Mam wrażenie, że Apple i Google mimo swoich racji, chcą zrobić ze społeczeństwa ludzi totalnie uzależnionych od technologii. Reszta rzeczy faktycznie może się przydać. Wiesz co jeszcze mnie martwi? Przeglądając to, co świat sądził o ostatnim keynote, punktowano ficzery i zachwycano się nimi, ale to co najważniejsze, mało kto podejmował. Chodzi mi o ludzkie życie. Przecież i Apple i Google pokazały, że dbają o zdrowie użytkownika. Zarówno tego w pełni sprawnego, jak i nie. Czy nie to powinno być najważniejsze? A może to tylko gra pod publiczkę, by wywołać emocje? Te w końcu są najważniejsze.

Pod publiczkę?

Marcin: Nie, nie jest to gra pod publiczkę. Apple, Google i inni chcąc zyskać uznanie, powinny dostarczyć odpowiednie doświadczenia każdemu, niezależnie od jego kondycji zdrowotnej. O ile w przypadku Apple tak to właśnie wygląda, o tyle Google “pomaga” niepełnosprawnym w trosce o swoją kieszeń. Niecodzienna grupa może okazać się ciekawym targetem reklamodawców, prawda? Odbiegamy jednak od tematu głównego. Skoro jesteśmy przy zdrowiu, jak myślisz — kto rozwiązał lepiej kwestie panelu z informacjami o czasie i sposobie użytkowania smartfona?

Bartosz: Szczerze? To nie mam wątpliwości, że więcej osób będzie korzystało z rozwiązania Apple, bo po prostu wcześniej je dostaną. Do tej pory gro ludzi nie ma jak korzystać z wbudowanej w system funkcji, bo zwyczajnie nie dostało aktualizacji… Zobaczyłbym chętnie, jak iOS12 będzie sobie z tym radziło i wydaje mi się, że po prostu będzie to lepiej. Podoba mi się rozwiązanie sadowników, choć uważam, że niewiele osób realnie z niego skorzysta. Niezależnie z jakiej platformy się korzysta, trudno ograniczyć ten czas, bo praca i rozrywka niewątpliwie jest już mocno związana z urządzeniami mobilnymi. To smutne, bo sam byłem świadkiem “randki”, gdzie obie strony większość czasu spędzały wpatrzone w ekran smartfona. Żadna aktualizacja tego już nie zmieni, to powinno być wkładane do głowy od dzieciństwa. Google ma niby Family Link, ale Apple da to samo pewnie i to wszystkim bez konieczności czekania na update, ściągania dedykowanych aplikacji i miliona pierdół po drodze. Dla mnie, jak użytkownik Androida, największą zaletą iOS jest właśnie jego dostępność. Szczególnie, że przecież zapowiedziano wsparcie nawet dla iPhone’a 5s. Zdziwiło mnie trochę to, że nie zobaczyliśmy sprzętów na keynote. Wprawdzie Apple rzadko robi to w tym okresie, ale widocznie szykują coś wielkiego na jesień. Kolejne “one more thing”?

Zawód?

Marcin: To był dla mnie jedyny zawód WWDC18. Miałem nadzieję zobaczyć iPhone SE 2 / 2018 oraz nowe MacBooki Air, które wręcz proszą się już o odświeżenie konstrukcji. Nie jestem w swojej opinii osamotniony. Gros obserwatorów rynku około technologicznego sądzi podobnie. Pytanie, czy Apple zdecyduje się na zaprezentowanie SE 2 wraz z innymi tegorocznymi iPhone’ami?

Bartosz: Sądzę, że tak, choć chciałoby się zobaczyć go wcześniej. O, taka niespodzianka ze strony Apple, której nikt by się nie spodziewał. Jednak wydaje mi się, że wszystko jest u sadowników zaplanowane na kilka lat do przodu i nie ma tam miejsca na zbyt wielkie improwizacje. Za duże oczekiwania klientów i za duża stawka w grze, żeby Apple pozwoliło sobie na eksperymentowanie z formułą, do której przyzwyczaili już ludzi. Choć kto wie. Chyba obaj możemy przyznać, że tegoroczne WWDC nie przyniosło niczego rewolucyjnego i tak naprawdę, samą konferencję można by było sporo skrócić. Ale przecież widzowie domagają się atrakcji, a to Apple potrafi zapewnić.

Marcin: Owszem — na WWDC nie zobaczyliśmy niczego rewolucyjnego, ale czy rewolucje są dziś potrzebne? Rynek dojrzał, pora zbierać plony. Na innowacje przyjdzie czas. Apple wygrywa z konkurencją dopieszczeniem obecnych technologii i to się raczej szybko nie zmieni.

Bartosz: I tu przyznaję ci rację.

Po nowe sprzęty na iOS i Androidzie zapraszamy tutaj.

Źródło: Apple / opracowanie własne

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

214 More posts in felietony category
Recommended for you
Wsparcie
Pięcioletnie wsparcie iPhone’a 5s? Apple pokazuje, jak powinny wyglądać aktualizacje

iPhone’y oraz pozostałe urządzenia z portfolio produktowego Apple są zwyczajnie drogie. To fakt, z którym...